Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty

22 marca

I Zimowa Liga Speed Dog Kraków

I Zimowa Liga Speed Dog Kraków

Właśnie trwają przygotowania do III edycji zawodów Speed Dog Kraków, które odbędą się w czerwcu, a w międzyczasie organizatorzy wyszli z nową inicjatywą - zrodziła się koncepcja zawodów ligowych, czyli imprezy sportowej o charakterze cyklicznym. W trakcie zawodów ligowych, w przeciwieństwie do zawodów głównych, rozgrywana jest tylko jedna konkurencja - sprint na dystansie kilkudziesięciu metrów (psy muszą pokonać wyznaczony odcinek w jak najkrótszym czasie; każdy czworonóg biegnie dwa razy, a pod uwagę brany jest wyłącznie lepszy uzyskany przez niego wynik). Zawody ligowe z założenia mają być organizowane trzy razy do roku - jesienią, zimą i wiosną - z tym że niestety w 2019 liga wiosenna nie odbędzie się. Zwieńczenie zawodów ligowych nastąpi podczas głównych zawodów w czerwcu, kiedy to wyłoniony zostanie zwycięzca podsumowania całej ligi.

Na szczęście zawody okazały się zimowe tylko z nazwy - na miejscu przywitała nas iście wiosenna pogoda: słoneczko, lekki wietrzyk i ani grama śniegu. Taki luty to ja rozumiem! Wydarzenie zorganizowano na terenie Narodowego Centrum Rugby w Nowej Hucie, co okazało się świetnym posunięciem, między innymi z powodu umiejscowienia parkingu względem boiska - Mango przy psach bardzo się nakręcał, dlatego dużo czasu spędziliśmy w samochodzie, gdzie rudzielcowi łatwiej było się wyciszyć, a ja mogłam względnie mieć oko (i ucho) na przebieg zawodów.
Pozytywnie zaskoczyła mnie ilość whippetów - łącznie z Mango doliczyłam się jedenastu, aczkolwiek kilka z nich startowało poza konkurencją jako zapisane w dniu zawodów. Po raz pierwszy pojawił się też duży chart (w typie polaka).
W pierwszej serii biegów Mango uzyskał najlepszy czas w swojej kategorii wzrostowej - 3,69 s na dystansie 50 m. Za drugim razem poszło mu odrobinę gorzej (3,73 s) i ostatecznie przegrał o jedną setną sekundy ze swoją nową przyjaciółką - czarną whippetką Nox. Zawody zakończył na miejscu drugim w kategorii medium w stawce 20 psów i czwartym w klasyfikacji generalnej w stawce 45 psów. Udało mu się również wykręcić drugi najlepszy czas spośród wszystkich obecnych na zawodach whippetów.


Zawody ligowe potrwały o połowę krócej niż główne, na których byliśmy w czerwcu, co w połączeniu z piękną pogodą i satysfakcjonującym wynikiem składa się na naprawdę przyjemnie spędzony czas. Z ochotą wrócimy tam za trzy miesiące, aby ponownie powalczyć o podium. Do zobaczenia!


30 czerwca

Speed Dog Kraków - II edycja

Speed Dog Kraków - II edycja
Po trzech tygodniach wypadałoby wreszcie zrelacjonować fantastyczne wydarzenie, w którym wraz z Mango mieliśmy przyjemność wziąć udział. Mowa o naszych pierwszych wspólnych zawodach - Speed Dog Kraków 2018.

Może na początek trochę więcej o samej imprezie.
Speed Dog Kraków to amatorskie zawody sportowe organizowane przez psiarzy dla psiarzy. W tym roku czworonożni zawodnicy rywalizowali ze sobą w następujących konkurencjach:
- skok w dal;
- bieg na bieżni manualnej;
- bieg na czas do właściciela na dystansie 50 m.
Mango próbował swoich sił tylko w tej ostatniej konkurencji.

Gdy zapisywałam nas na zawody, w głowie roiło mi się od czarnych scenariuszy: że Mango wyrwie do innego psa zamiast do mnie, zawęszy się na starcie albo zawróci w połowie drogi. Kiedy podzieliłam się swoimi obawami z mamą, w odpowiedzi usłyszałam, że to byłoby do niego totalnie niepodobne. Wiedziałam, że ma rację, ale wcale mnie to nie uspokajało. Zresztą nie chodziło tylko o start. Na imprezie mieliśmy spędzić cały dzień, a ja nie wiedziałam, jak Mango zachowa się w obecności tylu obcych zwierząt. Owszem, brał już udział w kursie podstawowego posłuszeństwa, dniu otwartym, seminarium - ale nigdy w tak wielkim psiarskim evencie! Speed Dog miał być testem sprawdzającym, czy rudzielec poradzi sobie w warunkach zawodów. A testy mają to do siebie, że bywają naprawdę stresujące. Oczywiście starałam się nie denerwować i muszę przyznać, że nawet mi się to udawało... do momentu, gdy na dzień przed zawodami usilnie tłumione przez tyle czasu emocje skumulowały się w moim organizmie, doprowadzając do bólu brzucha. Mając na uwadze nasze przyszłe starty, koniecznie będę musiała nad tym popracować, bo wychodzi na to, że mimo szczerych chęci wciąż nie jestem w stanie zapanować nad stresem.

Na miejsce (dla ciekawskich: zawody odbywały się na terenie kempingu Krakowianka) dotarliśmy punktualnie. Dałam Mango chwilę na odetchnięcie, rozprostowanie łap po podróży, przespacerowanie się i załatwienie swoich potrzeb, po czym ruszyliśmy dopełnić niezbędnych formalności (odprawa weterynaryjna i rejestracja).
Stojąc z Mango w kolejce do biura zawodów, miałam ochotę skakać z radości. Whippet świetnie odnalazł się w nowej sytuacji, pięknie olewając (ewentualnie uprzejmie obwąchując) kręcące się w pobliżu oraz czekające przed nim i za nim w kolejce psy. Na pochwały reagował wyjątkowo żywo - merdaniem ogona i podskokami ku mojej twarzy.
W biurze zarejestrowaliśmy się, odebrałam pakiet startowy i numerek. Okazało się, że startujemy jako 68. W oczekiwaniu na swoją kolej przespacerowaliśmy się po sąsiadującym z kempingiem parku, zahaczyliśmy też o samochód, o mały włos się przy tym nie spóźniając.
Kiedy z szarpakiem w ręku odbiegałam od przytrzymywanego przez moją mamę Mango, już wiedziałam, że pójdzie nam co najmniej dobrze. Udało mi się bez problemu nakręcić go na zabawkę - wystarczyło, że wyjęłam ją z nerki, a dostrzegłam iskierkę w oku rudzielca. Nie pomyliłam się - Mango przebiegł cały dystans bez chwili zawahania.

Fot. Monika Dybowska

Uzyskany przez whippeta czas (4,25 s), choć słaby jak na jego możliwości, pozwolił mu uplasować się na trzeciej pozycji w rankingu w kategorii medium. Jednak o ostatecznym wyniku miała przesądzić druga runda (pod uwagę brany był lepszy czas każdego z psów).
Po biegu zabrałam Mango na krótki spacer po parku, później chwilę posiedzieliśmy w samochodzie. W tym czasie końca dobiegła pierwsza tura naszej konkurencji i rozpoczęły się biegi na bieżni manualnej. Ze względu na lejący się z nieba żar, który mocno dawał się we znaki zarówno ludziom, jak i psom, sporo osób opuściło kemping, rezygnując z dalszego udziału w zawodach. My wytrwaliśmy, bo cicho liczyliśmy na podium, ale naprawdę nie było łatwo.

Fot. Monika Dybowska

Wreszcie czekał nas drugi bieg. Na szczęście motywacja rudego nie spadła i udało mu się poprawić swój czas - jako pierwszy pies tego dnia przełamał barierę czterech sekund!


Resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu startów pozostałych zawodników (biegi, później skok w dal) i spacerowaniu. Niestety zmęczonemu (głównie upałem) Mango w końcu puściły nerwy i z każdą godziną coraz gwałtowniej reagował na inne psy (dzień bez darcia japy to dzień stracony, wiadomo...).

Po 10 godzinach spędzonych na zawodach (swoją drogą, to całkiem zabawne: siedzieliśmy tam tyle czasu tylko po to, by Mango mógł pobiec dwa razy po 4 sekundy) byliśmy porządnie zmordowani. Jednak opłaciło się wytrwale czekać na ogłoszenie wyników. Okazało się, że rudy nieźle dał czadu, na swoich pierwszych w życiu zawodach zgarniając dwa drugie miejsca (w kategorii medium i klasyfikacji generalnej) z czasem 3,93 s. Dodatkowo wypadł najlepiej spośród wszystkich obecnych na zawodach whippetów (a było ich kilka) - i to nawet, gdyby pominąć drugą rundę, której nie doczekały, uciekając ze swoimi właścicielkami przed palącym słońcem. Chyba nie muszę wspominać, jak bardzo jestem dumna, prawda?


Oczywiście stojąc na podium, Mango musiał nakrzyczeć na konkurentkę z pierwszego miejsca... Zazdrośnik skubany.

Fot. Monika Dybowska

W trakcie zawodów Speed Dog Kraków Mango dobitnie dał mi do zrozumienia, że powinnam bardziej w niego wierzyć. Teraz powoli będziemy się rozkręcać - w planach są kolejne zawody, treningi... Szczegółów nie zdradzam, żeby nie zapeszyć, aczkolwiek podejrzewam, że na fanpejdżu prędzej czy później uchylę rąbka tajemnicy. Bierzemy się za dwie nowe dyscypliny. Poza tym celujemy w kolejne edycje Speed Dog Kraków (po ostatniej pozostał mi lekki niedosyt - wiem, że Mango mimo wszystko nie dał z siebie stu procent, w dodatku po przeanalizowaniu naszych startów zauważyłam kilka popełnionych przeze mnie i moją mamę błędów, które z pewnością w jakimś stopniu wpłynęły na uzyskany przez whippeta czas - jednak debiut to debiut), może Top Speed Dog, marzy mi się też SpeedWay... Będzie się działo, mam nadzieję. Co prawda zachowanie Mango wciąż pozostawia trochę do życzenia, ale teraz nie jest to już problem na tyle duży, by mógł przekreślać jego karierę sportową. Wciąż pracujemy nad kontrolowaniem emocji i umiejętnością wyciszania się w trudnych warunkach, ale jestem dobrej myśli.

Wracając do Speed Dog Kraków, bo trochę zboczyłam z tematu... Z pewnością będę pozytywnie wspominać te zawody. Rudy pokazał klasę i mam nadzieję, że nie zamierza zwalniać tempa - dosłownie i w przenośni.





02 września

Wakacje 2017 - podsumowanie

Wakacje 2017 - podsumowanie
Wakacje 2017 upłynęły nam pod znakiem sportów kynologicznych, przede wszystkim dogfrisbee. Poczyniliśmy spore postępy. Myślę, że udało mi się ostatecznie przekonać Mango do tej aktywności. Teraz, kiedy mam już radosnego, szalejącego na widok dysków pieseczka, mogę skupić się na bardziej technicznych aspektach dogfrisbee. Co prawda z motywacją wciąż różnie bywa, o czym miałam okazję przekonać się chociażby na seminarium, w którym ostatnio wzięliśmy udział (relację znajdziecie na dole wpisu), niemniej patrząc te dwa lata wstecz, widzę ogromny progres - i tego będę się trzymać.
Wraz z nadejściem jesieni, a później zimy robimy sobie przerwę z treningami frisbee, planuję za to więcej uwagi poświęcić obedience czy raczej wybranym elementom tejże dyscypliny - trochę sobie poćwiczymy, ale bez większych ambicji, na spokojnie, w domowym zaciszu. Długie jesienne i zimowe wieczory to idealny czas. Tym bardziej, że wraz z pojawieniem się większych mrozów nasze spacery najprawdopodobniej ulegną drastycznemu skróceniu, a stymulacja umysłowa jest świetną alternatywą dla dłuższych wędrówek.


A skoro już przy obi jesteśmy... 29 lipca pojawiłam się - w roli obserwatora, gdyby ktoś miał co do tego jakieś wątpliwości - na zorganizowanym przez Dominikę z bloga Pies do kwadratu wydarzeniu o wdzięcznej nazwie Oszustwo do kwadratu. Cóż to takiego? Ot, zawody treningowe obedience, tyle że - cytuję - bez sędziego, punktów, pucharków, dyplomów i zdjęć na fejsika.
Było świetnie. Dominika bardzo postarała się, jeśli chodzi o organizację, a psiaki pracowały z prawdziwym zaangażowaniem - i to mimo panującego upału. Za każdym razem, gdy mam okazję podziwiać zawodników obedience w akcji, wpadam w zachwyt. Nie inaczej było i tym razem. Fantastyczna inicjatywa, naprawdę!
Ring został zdominowany przez owczarki australijskie i belgijskie, choć nie zabrakło również przedstawicieli innych ras. Zresztą zobaczcie sami.


19 sierpnia mieliśmy przyjemność uczestniczyć w seminarium z Martą Parcewicz. Było to pierwsze semi, w którym wzięliśmy czynny udział. Do tego dochodzi fakt, że jestem osobą wyjątkowo podatną na stres, a Mango do grzecznych, bezproblemowych, kochających cały świat piesków zdecydowanie się nie zalicza. Nic więc dziwnego, że zbliżające się wielkimi krokami seminarium spędzało mi sen z powiek. Tyle rzeczy mogło się nie udać! Oczami wyobraźni widziałam non stop drącego japę, niepotrafiącego ani przez chwilę usiedzieć w klatce i totalnie olewającego mnie Mango. Niepotrzebnie panikowałam! Pierwszy - pozytywny, rzecz jasna - szok przeżyłam, gdy okazało się, że rudy bez problemu znosi towarzystwo tylu obcych psów. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo byłam z niego dumna. Nasza praca wreszcie przyniosła upragnione efekty. Stosunkowo spokojne i grzeczne zachowanie Mango otwiera przed nami mnóstwo zupełnie nowych, wspaniałych możliwości. Oby tylko się utrzymało!
Żeby nie było tak kolorowo, rudzielec wszystkimi czterema łapami zapierał się przed wejściem do klatki. Przyznam, że została przez nas zakupiona zaledwie parę tygodni temu, niemniej Mango zdążył ją polubić - od początku intensywnie trenowaliśmy klatkowanie, bo zależało mi, żeby whippet w trakcie seminarium czuł się możliwie najbardziej komfortowo. Niestety rudy postanowił pokrzyżować mi plany. W ruch poszły naturalne gryzaki, Mango jednak wciąż nie czuł się przekonany, ostatecznie więc po prostu wepchnęłam go do klatki. Na szczęście whippet nie buntował się dłużej. Wręcz przeciwnie - od razu położył się i... zasnął. Byłam w siódmym niebie. Chciałam tylko, żeby trochę się rozluźnił, a tu proszę - śpi. W obcym miejscu pełnym psów! Niestety wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Rozpoczęły się zajęcia rzutowe, a wraz z nimi dziki lament pozostawionego w klatce Mango. Rudy koncertował przez całe dwie godziny. Masakra. Miałam ochotę go ukatrupić. Co gorsza po tym wydarzeniu Mango na resztę seminarium najwyraźniej zraził się do klatki i nie był w stanie spokojnie w niej odpoczywać. Bałam się, że całkowicie stracił do niej zaufanie. Na szczęście po powrocie do domu whippet prawie od razu wlazł do środka i zasnął. To był dla niego ciężki dzień... Ale wracając do semi: do wykorzystania mieliśmy dwie sesje. Poświęciliśmy je na pracę nad podstawami: motywacją oraz aportem, w szczególności skupiwszy się na wymianie zabawek. Próbowaliśmy też trochę pofrisbować, ale Mango dość szybko stracił zainteresowanie dyskami. Normalnie rzadko mu się to zdarza, ale w tym przypadku rozproszenia zrobiły swoje. Cieszę się, że przynajmniej szarpakami bawił się ładnie. Na uwagę zasługuje fakt, że Marta ma doświadczenie w pracy z chudełami. Dostałam od niej kilka cennych wskazówek, do których postaram się stosować.
Świetna organizacja, miła atmosfera... Pogoda też dopisała. Będę dobrze wspominać to seminarium. Jestem bardzo zadowolona z Mango - no, może nie licząc tego nieszczęsnego klatkowania.
Wspaniałe zwieńczenie wakacji!

A Wy - jak spędziliście ostatnie dwa miesiące? Aktywnie, a może leniwie? Podzielcie się wrażeniami!

14 stycznia

Kurs podstawowego posłuszeństwa - Centrum Kynologiczne Canid

Kurs podstawowego posłuszeństwa - Centrum Kynologiczne Canid

Wybaczcie spóźnienie. Lepiej późno niż wcale!
Przez dwa miesiące uczęszczaliśmy na odbywające się w Krakowie (początkowo na Błoniach, później w szkole podstawowej) treningi. Kurs składał się z dwunastu godzinnych spotkań. Naszą instruktorką była Natalia Zaczek - osoba bardzo sympatyczna, pełna pozytywnej energii i chętna do dzielenia się swoim doświadczeniem.
Dlaczego zapisaliśmy się na szkolenie? Z dwóch bardzo konkretnych powodów. Przede wszystkim zależało mi na walce z naszym największym problemem (szczekanie i rzucanie się na smyczy po ujrzeniu innego psa - nie mylić z agresją). Dodatkowo chciałam także pod czujnym okiem instruktorki popracować z Mango w rozproszeniach, gdyż zawsze mieliśmy z tym trudności. Czy szkolenie przyniosło oczekiwane rezultaty? Dowiecie się wkrótce. Tymczasem przedstawiam szczegółową relację z kursu - w trakcie jego trwania regularnie robiłam notatki (po każdym spotkaniu) i postanowiłam wam je streścić.
Miłej lektury!


Trening I (indywidualny) - 09.08
Mango był bardzo grzeczny, jestem z niego dumna! Mimo iż znajdowaliśmy się w obcym miejscu (na dodatek uczęszczanym przez ludzi i psy), whippet ślicznie pracował. Bawił się chętnie, ale też zdarzało mu się stracić zainteresowanie zabawką. Przy smakołykach nie wybrzydzał, choć pod koniec treningu już nie chciał ich jeść. Szczekał na widziane z pewnej odległości psy, na szczęście dało się go odciągnąć i zainteresować sobą.
Ogółem zostałam przez rudzielca bardzo pozytywnie zaskoczona!

Trening II - 18.08
Rozpoczynamy treningi grupowe.
Na spotkanie przyjechaliśmy przed czasem, z tegoż powodu przez pół godziny spacerowaliśmy po Błoniach. Rudzielec zachowywał się całkiem przyzwoicie.
Przebieg treningu:
1) Mango szczekał, nie chciał jeść, miałam go nagradzać za nieszczekanie;
2) Mango szczekał mniej, chciał jeść, ćwiczyliśmy reakcję na imię, patrz, siad i dostawianie się do nogi;
3) wszystko zaczęło się psuć, Mango przestał pracować, jeść, zamknął się w sobie.

Trening III - 23.08
Postępy! Niezbyt duże, ale są.
Przebieg treningu:
1) Mango ładnie pracował;
2) Mango przestał jeść i (co za tym idzie) pracować;
3) znów było nieźle;
4) podeszliśmy do drogi dla spacerowiczów/biegaczy/rowerzystów - sytuacja przerosła rudego, który całkowicie się wyłączył. Pani Natalia poradziła, abyśmy odeszli nieco od drogi i zaczęli się bawić zabawką. Tak też zrobiliśmy. Mango bawił się przegenialnie, nic go nie rozpraszało, był w stu procentach zaangażowany! Zaczęliśmy pracować używając zabawki jako nagrody - wyszło świetnie. W pewnym momencie postanowiłam rudzielca przechytrzyć - za dobrze wykonane ćwiczenie nagrodziłam go smakołykiem, nie oczekiwanym szarpakiem. Mango zjadł! Schowałam zabawkę i pracowaliśmy na jedzenie do końca zajęć.

Trening IV - 25.08
Mango zachowywał się tak jak ostatnio, czyli trochę szczekał, trochę ładnie ćwiczył, a po około 40 minutach przestał jeść, więc pracowaliśmy na zabawkę. Było nieźle, ale dużo gorzej niż ostatnio (mam na myśli zabawę). Przy drodze oczywiście whippet się wyłączył, to dla niego za dużo.

Trening V - 06.09
Mango dziś:
a) nie szczekał;
b) nie chciał jeść.
Tzn. oczywiście trochę szczekał i coś tam zjadł. 😛 Całkiem, całkiem pracował na zabawkę. Przy drodze jak zwykle się zgasił. Było nieźle.

Trening VI - 09.09
Postępy, ogromne postępy! Było rewelacyjnie! 💓
Mango:
a) jadł przez całą godzinę (psie maszkety);
b) był w stanie wykonać prawie wszystkie znane mu komendy (m.in. siad, leżeć, zostań, zostaw, wstydź się, ukłon, całus, patrz, noga, target) oraz pracować przy drodze;
c) niewiele szczekał;
d) przegenialnie się bawił;
e) był po prostu niesamowicie skupiony, grzeczny i kochany.
A także...
Uwaga, wielki finał! Jako ostatnie ćwiczenie Mango miał za zadanie przejść po drodze dla spacerowiczów przy mojej nodze, kiedy po jednej stronie miał rowerzystów i rolkarzy, a po drugiej pozostałe ćwiczące psy. Zrobił to bezbłędnie i na kontakcie! Był genialny! Jestem taka dumna!

Trening VII - 13.09
Dziś mieliśmy mimowolne zajęcia indywidualne - przyszliśmy tylko my. 😛
Mango pracował i bawił się nieźle, przez większą część treningu jadł. Pani Natalia bardzo nas chwaliła. Niestety rudy wyłączył się przy drodze. Za to wykonał susła/wiewióra, co zawsze sprawiało mu trudności na dworze. Było spoko.

Trening VIII - 15.09
Dzisiaj Mango co prawda dużo szczekał, ale w przerwach od szczekania fantastycznie pracował! Robił susły, genialne stópki, ukłony i wiele, wiele więcej. A pracujemy już naprawdę blisko drogi.
PS Czy wspominałam już, że Manguś podczas zajęć zachowuje się strasznie słodko? Bez przerwy skacze, liże mnie i się do mnie przytula, a nagroda socjalna nabiera dla niego wyjątkowego znaczenia. Kochany synek. 💖
PS₂ Dzisiaj miałam bardzo zły dzień, a szkolenie zdecydowanie poprawiło mi nastrój. To właśnie kocham w pracy z psami: gdy się w nią angażuję, nie myślę o przeszłości czy przyszłości, liczy się tylko tu i teraz. Problemy znikają, zapominam o zmęczeniu i niepowodzeniach. Żyję chwilą. I to jest piękne.

Trening IX - 20.09
Dziś byliśmy tylko my i pani z goldenką. Mango ładnie przywitał się z suczką, nawet chciał się bawić. Przede wszystkim jednak był w stanie pracować w naprawdę niewielkiej odległości od niej. No i na drodze - całą godzinę pracowaliśmy na drodze. Oczywiście czasami whippet rozpraszał się i np. obszczekiwał psią koleżankę, co jednak było lepsze niż to jego wyłączanie się. Niestety przez połowę spotkania Mango odmawiał jedzenia. Z zabawą też było kiepsko, bo przecież goldenka bawi się tuż obok, a jej zabawka jest fajniejsza... Niemniej jestem raczej zadowolona, praca na drodze dla spacerowiczów i tak blisko innego psa to ogromny sukces.

Trening X - 27.09
Dziś było fantastycznie! Mango nie szczekał prawie wcale, na wstępie ładnie przywitał się z bassetką, goldenką i szczeniakiem z psiego przedszkola. Całą godzinę ćwiczyliśmy na drodze. Mango w miarę chciał jeść, pracował w sumie średnio, ale liczy się to, że pracował przy psach i praktycznie nie zwracał na nie uwagi! Był nawet w stanie skupić się na mnie (patrz) na dłuższą chwilę, mimo iż bassetka stała dosłownie koło niego!
Co by tu jeszcze... no, postępy są. Z ćwiczeniami średnio, ale ogólnie super.

Trening XI - 04.10
Przenieśliśmy się z ćwiczeniami na salę w szkole. Tu pracuje się nam o wiele lepiej, chociaż na Błoniach mieliśmy zdecydowanie więcej rozproszeń, a zależy mi na tym, żeby Mango był w stanie pracować ze mną w każdych warunkach.
Dziś było jeszcze lepiej niż ostatnio. Whippet kompletnie nie zwracał uwagi na psy: zarówno te znane (bassetka, boston terrier), jak i obce - psie przedszkole, trzy sztuki. 😉 One mogły do niego ciągnąć, wariować, a on stał jak posąg i uprzejmie je obwąchiwał. A później to już w ogóle przestały dla niego istnieć. Pracował świetnie, aż nazbyt ładnie, chociaż miewał już lepsze dni pod tym względem. Obieganie coś nam nie wychodzi, dostawianie rudy myli ze stópkami, a leżenie z ukłonem, podczas cofania z patrz się rozprasza, chodzenie przy nodze też było wyjątkowo kiepskie jak na jego możliwości. Za to robiliśmy podstawy do trzymaj i od razu załapał o co chodzi. Zostawanie grupowe też poszło mu nieźle jak na pierwszy raz.
Trening zaliczam do udanych!

Trening XII - 11.10
Ostatnie spotkanie...
Dziś było kiepsko. Nie bez przyczyny. Trenowaliśmy w towarzystwie trzech nowych psów. Mango straszliwie szczekał, dopiero po, hm, parunastu minutach udało mi się go na dobre uspokoić, jednak... nie chciał jeść. Ech...
Synek niezbyt ładnie pracował, jednak nie obyło się bez zaangażowania w niektórych pięknych momentach, np. podczas nauki trzymania - chociaż pod sam koniec przestał zwracać uwagę na koziołek i nie chciał jeść. 😡 Poza tym nieźle się bawił, posłużył początkującym kursantom za przykład psa, którego bardziej motywuje zabawa niż jedzenie.
Był strasznie przymilny dzisiaj. 😉

   
Podsumowanie kursu
Zapisując nas na szkolenie miałam dwa podstawowe cele: pierwszy wiązał się z nieszczekaniem, drugi z pracą w rozproszeniach. To chciałam osiągnąć. Ani celu pierwszego, ani drugiego nie udało mi się zrealizować w stu procentach - Mango wciąż szczeka na psy i ma trudności z pracą w rozproszeniach. Jednakże poczyniliśmy ogromne postępy, zrobiliśmy duży krok do przodu i to mnie bardzo cieszy.
Ogólnie jestem zadowolona. 😊