02 września

Wakacje 2017 - podsumowanie

Wakacje 2017 - podsumowanie
Wakacje 2017 upłynęły nam pod znakiem sportów kynologicznych, przede wszystkim dogfrisbee. Poczyniliśmy spore postępy. Myślę, że udało mi się ostatecznie przekonać Mango do tej aktywności. Teraz, kiedy mam już radosnego, szalejącego na widok dysków pieseczka, mogę skupić się na bardziej technicznych aspektach dogfrisbee. Co prawda z motywacją wciąż różnie bywa, o czym miałam okazję przekonać się chociażby na seminarium, w którym ostatnio wzięliśmy udział (relację znajdziecie na dole wpisu), niemniej patrząc te dwa lata wstecz, widzę ogromny progres - i tego będę się trzymać.
Wraz z nadejściem jesieni, a później zimy robimy sobie przerwę z treningami frisbee, planuję za to więcej uwagi poświęcić obedience czy raczej wybranym elementom tejże dyscypliny - trochę sobie poćwiczymy, ale bez większych ambicji, na spokojnie, w domowym zaciszu. Długie jesienne i zimowe wieczory to idealny czas. Tym bardziej, że wraz z pojawieniem się większych mrozów nasze spacery najprawdopodobniej ulegną drastycznemu skróceniu, a stymulacja umysłowa jest świetną alternatywą dla dłuższych wędrówek.


A skoro już przy obi jesteśmy... 29 lipca pojawiłam się - w roli obserwatora, gdyby ktoś miał co do tego jakieś wątpliwości - na zorganizowanym przez Dominikę z bloga Pies do kwadratu wydarzeniu o wdzięcznej nazwie Oszustwo do kwadratu. Cóż to takiego? Ot, zawody treningowe obedience, tyle że - cytuję - bez sędziego, punktów, pucharków, dyplomów i zdjęć na fejsika.
Było świetnie. Dominika bardzo postarała się, jeśli chodzi o organizację, a psiaki pracowały z prawdziwym zaangażowaniem - i to mimo panującego upału. Za każdym razem, gdy mam okazję podziwiać zawodników obedience w akcji, wpadam w zachwyt. Nie inaczej było i tym razem. Fantastyczna inicjatywa, naprawdę!
Ring został zdominowany przez owczarki australijskie i belgijskie, choć nie zabrakło również przedstawicieli innych ras. Zresztą zobaczcie sami.


19 sierpnia mieliśmy przyjemność uczestniczyć w seminarium z Martą Parcewicz. Było to pierwsze semi, w którym wzięliśmy czynny udział. Do tego dochodzi fakt, że jestem osobą wyjątkowo podatną na stres, a Mango do grzecznych, bezproblemowych, kochających cały świat piesków zdecydowanie się nie zalicza. Nic więc dziwnego, że zbliżające się wielkimi krokami seminarium spędzało mi sen z powiek. Tyle rzeczy mogło się nie udać! Oczami wyobraźni widziałam non stop drącego japę, niepotrafiącego ani przez chwilę usiedzieć w klatce i totalnie olewającego mnie Mango. Niepotrzebnie panikowałam! Pierwszy - pozytywny, rzecz jasna - szok przeżyłam, gdy okazało się, że rudy bez problemu znosi towarzystwo tylu obcych psów. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo byłam z niego dumna. Nasza praca wreszcie przyniosła upragnione efekty. Stosunkowo spokojne i grzeczne zachowanie Mango otwiera przed nami mnóstwo zupełnie nowych, wspaniałych możliwości. Oby tylko się utrzymało!
Żeby nie było tak kolorowo, rudzielec wszystkimi czterema łapami zapierał się przed wejściem do klatki. Przyznam, że została przez nas zakupiona zaledwie parę tygodni temu, niemniej Mango zdążył ją polubić - od początku intensywnie trenowaliśmy klatkowanie, bo zależało mi, żeby whippet w trakcie seminarium czuł się możliwie najbardziej komfortowo. Niestety rudy postanowił pokrzyżować mi plany. W ruch poszły naturalne gryzaki, Mango jednak wciąż nie czuł się przekonany, ostatecznie więc po prostu wepchnęłam go do klatki. Na szczęście whippet nie buntował się dłużej. Wręcz przeciwnie - od razu położył się i... zasnął. Byłam w siódmym niebie. Chciałam tylko, żeby trochę się rozluźnił, a tu proszę - śpi. W obcym miejscu pełnym psów! Niestety wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Rozpoczęły się zajęcia rzutowe, a wraz z nimi dziki lament pozostawionego w klatce Mango. Rudy koncertował przez całe dwie godziny. Masakra. Miałam ochotę go ukatrupić. Co gorsza po tym wydarzeniu Mango na resztę seminarium najwyraźniej zraził się do klatki i nie był w stanie spokojnie w niej odpoczywać. Bałam się, że całkowicie stracił do niej zaufanie. Na szczęście po powrocie do domu whippet prawie od razu wlazł do środka i zasnął. To był dla niego ciężki dzień... Ale wracając do semi: do wykorzystania mieliśmy dwie sesje. Poświęciliśmy je na pracę nad podstawami: motywacją oraz aportem, w szczególności skupiwszy się na wymianie zabawek. Próbowaliśmy też trochę pofrisbować, ale Mango dość szybko stracił zainteresowanie dyskami. Normalnie rzadko mu się to zdarza, ale w tym przypadku rozproszenia zrobiły swoje. Cieszę się, że przynajmniej szarpakami bawił się ładnie. Na uwagę zasługuje fakt, że Marta ma doświadczenie w pracy z chudełami. Dostałam od niej kilka cennych wskazówek, do których postaram się stosować.
Świetna organizacja, miła atmosfera... Pogoda też dopisała. Będę dobrze wspominać to seminarium. Jestem bardzo zadowolona z Mango - no, może nie licząc tego nieszczęsnego klatkowania.
Wspaniałe zwieńczenie wakacji!

A Wy - jak spędziliście ostatnie dwa miesiące? Aktywnie, a może leniwie? Podzielcie się wrażeniami!

26 sierpnia

Filmik #1

Filmik #1
Wreszcie jest - mój pierwszy filmik z Mango w roli głównej.
Jak Wam się podoba?





18 sierpnia

Fotoobraz Saal Digital - recenzja

Fotoobraz Saal Digital - recenzja
Obrazy stanowią nieodłączny element chyba większości domów. Trudno się dziwić - obraz to wspaniała ozdoba, a niejednokrotnie także ucieleśnienie jakiegoś miłego wspomnienia.

Nie ukrywam, że bardzo ucieszyła mnie możliwość przetestowania fotoobrazu firmy Saal Digital. Od początku wiedziałam, że będzie on przedstawiał Mango - jakżeby inaczej! Po dłuższym namyśle mój wybór padł na przepiękną fotografię autorstwa Grzegorza Bukalskiego.


Firma Saal Digital oferuje kilka różnych powierzchni fotoobrazów. Jeśli nie jesteście pewni, która najlepiej sprosta Waszym oczekiwaniom, pomocą służy tabela umożliwiająca porównanie dostępnych powierzchni pod różnymi kątami. Z wyborem formatu również nie powinno być problemu - klient ma pełną dowolność, jeśli chodzi o wymiary.
Projektowanie fotoobrazu to banalny proces. Nawet największy laik powinien dać sobie radę.

Fotoobraz dotarł do mnie po stosunkowo krótkim czasie, dokładnie zabezpieczony. Jest taki, jaki sobie wymarzyłam. To produkt bardzo wysokiej jakości, starannie wykonany i po prostu piękny. Wprost nie mogę się na niego napatrzeć.

Cieszę się, że wreszcie mogę się pochwalić własnym fotoobrazem na płótnie. Taki obraz to naprawdę świetna sprawa, fantastycznie się prezentuje. Bardzo dziękuję firmie Saal Digital za to cudo!

14 sierpnia

Obroża i smycz UMilki - recenzja

Obroża i smycz UMilki - recenzja

Psie akcesoria z paracordu zwróciły moją uwagę dawno temu, głównie ze względu na swoją legendarną wręcz wytrzymałość. Jednak obawy wzięły górę nad ciekawością i nigdy nie zdecydowałam się na kupno. Czy słusznie?

Od niespełna trzech miesięcy mamy przyjemność współpracować z firmą UMilki, która w swojej ofercie posiada... no, zgadnijcie sami. Tak właśnie: ręcznie plecione paracordowe akcesoria dla zwierząt. Są więc obroże, smycze, szelki, kantary, a nawet zabawki. To jeszcze nie wszystko - pełną ofertę znajdziecie tutaj.
Po stosunkowo długim czasie przeznaczonym na testowanie produktów firmy UMilki jestem gotowa, by podzielić się z Wami swoją opinią na ich temat. Wpierw jednak krótko odpowiem na pytanie...

Czym właściwie jest paracord?
Paracord to linka spadochronowa używana w czasie II wojny światowej przez armię amerykańską. Jest lekka, mocna i wszechstronna. Posiada multum zastosowań, obecnie największym uznaniem cieszy się wśród amatorów survivalu i militariów. Udało jej się podbić także serca psiarzy.


Akcesoria UMilki - moc możliwości
Wybór kolorów i splotu obroży czy smyczy to nie lada wyzwanie, o czym sama miałam okazję się przekonać. Nie było łatwo, rozważałam najróżniejsze opcje. Ostatecznie postanowiłam zainspirować się już gotowymi produktami. Możecie postąpić podobnie lub wykazać się kreatywnością i wymyślić coś własnego, niepowtarzalnego. Możliwości jest ogrom, więc w razie czego bądźcie przygotowani na długie rozmyślania i dylematy.
Oczywiście taka różnorodność kolorów i splotów to wielka zaleta.

Nasza smycz
Splot: jodełka
Kolory: biało-czarny, biały, jasny fioletowy, czarny
Długość: 2 metry

Opinia
W sumie to taka oczywista oczywistość, że aż głupio o tym pisać, ale... jeju, jaka ona jest piękna! Po prostu cudo. Co zaś się tyczy funkcjonalności...
Smycz sprawia wrażenie wytrzymałej, ale czy rzeczywiście taka jest? Mango najwyraźniej postanowił poznać odpowiedź na to pytanie i zdecydowanie jej nie oszczędzał. Dziwnym trafem już pierwszego dnia testów w trakcie spaceru natknęliśmy się na wyjątkowo bezczelnego kocura, a że whippet na koty jest straszliwie cięty, nie obyło się bez szczekania i wściekłej szarpaniny, czyli ciągnięcia ze wszystkich sił. Na szczęście smycz wyszła z tego bez jakiegokolwiek szwanku. Podobne sytuacje miały miejsce jeszcze kilka razy i udowodniły, że smyczka zdecydowanie zasługuje na miano wytrzymałej. Wygody również nie można jej odmówić. Jest przyjemna w dotyku i nie pali dłoni.
Uwielbiam ją!

 
Nasza obroża
Splot: poranek
Kolory: błękitny, błękitny melanż, ciemny niebieski, biały
Szerokość: 5 cm

Opinia
Nasza pierwsza obroża z paracordu. Nasza pierwsza obroża o szerokości 5 cm. I nasza pierwsza obroża zapinana na zatrzask. Czyli, krótko mówiąc, postanowiłam poeksperymentować.
Obroża dorównuje smyczy pod względem wytrzymałości. Z wygodą jest średnio, ale może to kwestia przyzwyczajenia do standardowych obroży handmade, bardzo często posiadających podszycie. Firma UMilki także oferuje podszycie obroży, ja nie pokusiłam się o nie, niemniej wydaje mi się, że może być fajną opcją dla delikatniejszych psiaków.
Nasza obroża posiada plastikowy zatrzask, raczej mocny, jeszcze się nie zdarzyło, żeby odpiął się sam z siebie, a Mango potrafi nieźle pociągnąć.
Bardzo cieszy mnie fakt, że kolory nie blakną z biegiem czasu, pod wpływem niesprzyjających warunków atmosferycznych czy prania. Dodatkowo obroża szybko schnie.
Chyba największym minusem obroży jest brak możliwości regulacji, jednak w tym przypadku jest to po prostu nieuniknione.