niedziela, 20 maja 2018

Gra strategiczna Trixie Move2Win - recenzja


Pamiętacie recenzję gry strategicznej Trixie Flip Board? Pisałam w niej, że to nasza pierwsza i prawdopodobnie nie ostatnia zabawka tego typu. I wiecie co? Miałam rację. Od kwietnia testujemy kolejną psią łamigłówkę - ponownie dzięki uprzejmości sklepu internetowego fera.pl. Tym razem mój wybór padł na Trixie Move2Win, czyli zabawkę edukacyjną dla bardziej zaawansowanych psiaków (umownie oznaczoną jako level 3 - o stopień więcej od Trixie Flip Board). Biorąc pod uwagę szybkość, z jaką Mango rozłożył na czynniki pierwsze naszą poprzednią grę, postanowiłam podsunąć mu coś trudniejszego. Dobrze trafiłam - Trixie Move2Win rzeczywiście okazała się niemałym wyzwaniem dla mojego bystrzaka. Ale o tym zaraz. Na początek kilka danych technicznych...


Gra składa się z prostokątnej planszy o wymiarach 34 x 23 cm, kilku szufladek i dwóch stożków. Liczne wgłębienia i otwory umożliwiają ukrycie smakołyków. Zadaniem psa jest odnalezienie pochowanych pyszności i dostanie się do nich, co wymaga sporego zaangażowania i koncentracji.
Przed zakupem polecam przejrzeć filmiki z zabawką - trochę ich jest na YouTubie. Podrzucam krótką produkcję z oficjalnego kanału firmy Trixie.


Trixie Move2Win to produkt w całości wykonany z plastiku. Trudno mi jest ocenić jego wytrzymałość, ponieważ zabawa zawsze odbywa się pod moim nadzorem - pilnuję, żeby Mango niczego nie zniszczył.
Duże udogodnienie stanowią gumowe nóżki, dzięki którym plansza nie ślizga się po podłożu. Dla równowagi wymienię również wadę: każdorazowo po skończonej zabawie należy przetrzeć grę szmatką czy chusteczką, by usunąć ślinę i ślady pozostawione przez wilgotny psi nosek. Dobrze jest również raz na jakiś czas (wiadomo - im częściej, tym lepiej) wyczyścić ją przy użyciu wody. Można posłużyć się zmywarką, choć ja zazwyczaj robię to ręcznie.
Pod wyżej wymienionymi względami Move2Win niewiele różni się od poprzednio przez nas testowanej zabawki. Natomiast jeśli chodzi o poziom trudności, różnica jest naprawdę duża. Move2Win daje więcej możliwości niż Flip Board. Mango intensywniej używa przy niej mózgu, nosa i - co ciekawe - łap. Myślę, że minie jeszcze sporo czasu, zanim uda mu się ją rozpracować.


Podsumowując, po raz drugi się nie zawiodłam. Mam nadzieję, że Move2Win zapewni rudzielcowi wiele godzin rozrywki i zmusi go do wytężenia umysłu. Do niedawna dostarczała mu głównie frustracji - z mojej winy, bo trochę przesadziłam z szybkością nauki, na co zresztą również należy zwrócić baczną uwagę decydując się na zakup zabawki edukacyjnej. Ja na szczęście szybko uświadomiłam sobie swój błąd i zaczęłam od nowa, bardziej dostosowując się do psa. Teraz małymi kroczkami posuwamy się do przodu, czerpiąc przyjemność ze wspólnej zabawy - i tak być powinno.


Recenzja powstała we współpracy ze sklepem internetowym fera.pl.


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Higiena jamy ustnej psa z marką Francodex


Jak to szło? Żeby zdrowe zęby mieć, trzeba tylko chcieć... Słowa popularnej dziecięcej piosenki niosą wyraźne przesłanie: jeśli naprawdę przyłożymy się do profilaktyki, unikniemy wielu problemów stomatologicznych. Identycznie sprawa ma się z czworonogami - z tym, że one same o siebie nie zadbają. Ich zdrowie jest w rękach właścicieli. Z pomocą przychodzą najróżniejsze produkty o właściwościach dentystycznych. Dzisiaj będziecie mieli okazję przekonać się, jak oceniam cztery z nich: roztwór, pastylki, pastę i przysmaki marki Francodex. Choć znacznie odbiegają od siebie formą, wszystkie powstały w jednym celu, a jest nim zapobieganie osadzaniu się płytki nazębnej. Dały radę?

FRESH DENT 2w1


Fresh Dent 2w1 to roztwór oparty na wyciągu z granatów, przeznaczony do dodawania do wody pitnej. Z wyglądu błękitna ciecz. Posiada specyficzny, dosyć ostry zapach. Nakrętka alias dozownik bardzo ułatwia dawkowanie. Po dolaniu do wody preparat nie zmienia jej barwy.
Muszę przyznać, że podchodziłam do produktu niczym pies do jeża. Jak wynikało z przeczytanych przeze mnie recenzji, nie wszystkim czworonożnym testerom zasmakowała woda z preparatem. Istniało spore prawdopodobieństwo, że i mój francuski piesek dołączy do ich grona. Jednak zaryzykowałam i... nie żałuję. Rudzielec nie gardzi wodą mimo dodatku specyfiku. Innymi słowy: jest dobrze.

Skład: woda, gliceryna.

Dodatki (na kg): emulgatory, przeciwutleniacze (wyciąg z Punica granatum), dodatki sensoryczne, opatentowany niebieski barwnik.


PASTYLKI

  
Również w składzie pastylek znajdziemy wyciąg z granatów. Dodatkowo zawierają także olejki eteryczne z mięty i pietruszki.
Pastylki są dosyć duże, ale podzielne. Ich zapach określiłabym jako miętowy. Zamysł jest taki, że pies ma je żuć samodzielnie. Oczywiście u mojego niejadka to nie przeszło, dlatego posługiwałam się starą jak świat metodą przemytu w jedzeniu.


Skład: węglan wapnia, suszone drożdże piwowarskie.


Dodatki (na kg): naturalny aromat, przeciwutleniacze (wyciąg z Punica granatum, olejek miętowy, olejek z pietruszki).




PRZYSMAKI


Z przysmakami marki Francodex mieliśmy już do czynienia, zresztą nawet dzieliłam się z Wami swoimi spostrzeżeniami na ich temat na blogu. Są twarde i wydzielają delikatny, niedrażniący zapach. Nie brudzą ani nie tłuszczą. Znajdują się w zamykanym strunowo opakowaniu. Dostępne w kilku rozmiarach.
Gryzaki doskonale sprawdzają się w roli przekąsek między posiłkami. Mango uwielbia je żuć. Zazwyczaj dość obficie się przy tym ślini. Pochłonięcie jednego gryzaka zajmuje mu od 5 do 8 minut.
To nasz faworyt spośród przekąsek tego typu. Polecamy!

Skład: skrobia kukurydziana, gliceryna, koncentrat białka sojowego, mąka ryżowa, drożdże, sorbitol, kolba kukurydzy z liśćmi.




ZESTAW DO SZCZOTKOWANIA ZĘBÓW


W skład zestawu wchodzą dwie szczoteczki (jedna nakładana na palec, druga dłuższa, obustronna), a także pasta, która swoją konsystencją przypomina te przeznaczone dla ludzi. Mango do mycia zębów przyzwyczajany był od małego, dlatego i tym razem zabiegi nie robiły na nim wrażenia.
Na minus produktu policzyć mogę jego wydajność - tubka z pastą jest nieduża, więc i na długo nie starczy.

Skład: woda oczyszczona, węglan wapnia, gliceryna, inulina, mono i diglicerydy kwasów tłuszczowych, tripolifosforan sodu.

Dodatki (na kg): konserwanty, barwniki; karboksymetyloceluloza; olejek anyżowy, olejek z nasion pietruszki, olejek eukaliptusowy, olejek cynamonowy.


EFEKTY STOSOWANIA
Produkty marki Francodex testujemy od prawie trzech miesięcy. Przez ten czas nastąpiła zauważalna poprawa zapachu z pyska Mango. Innych zmian na dzień dzisiejszy nie stwierdzono.


PODSUMOWANIE
Generalnie jestem zadowolona: przysmaki po raz kolejny okazały się strzałem w dziesiątkę, płyn miło mnie zaskoczył, pastę oceniam porównywalnie do dotychczas przez nas stosowanych, a pastylki... hm, trochę szkoda, że rudy nie chce ich jeść, ale też niczego innego się nie spodziewałam, więc nie powiem, żebym się zawiodła. Zresztą wystarczy jakiś serek i po sprawie. 😉


Recenzja powstała we współpracy z marką Francodex.




piątek, 20 kwietnia 2018

Przysmaki Naturea - recenzja


Jedną z mniej oczywistych rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie życia z Mango są... psie przysmaki. Używamy ich niemalże codziennie - stanowią niezastąpioną pomoc szkoleniową i fantastycznie sprawdzają się w trakcie treningowych sesji. Ponieważ lądują w paszczy rudzielca ponadprzeciętnie często, staram się zaopatrywać w te wysokiej jakości, o jak najkorzystniejszym dla zdrowia składzie. Nic dziwnego, że smakołyki Naturea bardzo szybko wkradły się w moje łaski. Wystarczyło jedno zerknięcie na składniki użyte do ich produkcji... tfu, tfu, nie składniki właściwie, a składnik, i to najlepszy z możliwych - mięso. Sto procent świeżego (ewentualnie suszonego - jak w przypadku rybiej skóry) i niewątpliwie smakowitego (Mango propsuje) mięska to ogromny atut i pierwszy powód, dla którego warto zwrócić uwagę na przysmaki Naturea. Przyjrzyjmy się im bliżej.


Testy objęły pięć spośród siedmiu dostępnych rodzajów przysmaków.


Smakołyki pakowane są w niewielkie plastikowe pojemniczki, od środka zabezpieczone dodatkowo folią. Całość ślicznie prezentuje się w różnokolorowych kartonikach z wizerunkami zwierząt i najważniejszymi informacjami o produkcie.
Aby dostać się do przekąsek, należy odkleić nalepkę znajdującą się na górze pojemniczka. Da się to zrobić przy użyciu paznokci. Chcąc zatamować dopływ powietrza, po otwarciu ponownie zaklejamy opakowanie. Z tym również nie powinno być problemu. To niedoskonała, acz skuteczna ochrona, jeśli wiemy, że szybko zużyjemy smakołyki.


Chyba najbardziej na tle testowanych przez nas przysmaków wyróżniają się kurze serca. To prawdziwy rarytas i wyjątkowo atrakcyjna nagroda. Równocześnie są też najmniej praktyczne, bo bardzo tłuszczą.


Z kolei suszone rybie skórki okazały się największym zaskoczeniem, ale i największym rozczarowaniem - niestety. Zaskoczeniem, bo zjedzenie ich wymaga czasu - zdecydowanie nie są to przysmaki na jeden kęs. Rozczarowaniem, ponieważ niespecjalnie przypadły Mango do gustu. Szkoda.


Pozostałe trzy rodzaje - przysmaki z piersi z kurczaka, z tuńczyka oraz żołądki wieprzowe - zostawiłam sobie na koniec jako te, które najlepiej sprawdzają się w trakcie treningów.
Wszystkie posiadają średnio intensywny zapach i tłuszczą dłonie (tuńczyk leciutko, prawie wcale). Przede wszystkim jednak nie są zbyt duże (zdarzają się większe kawałki, ale zazwyczaj jestem w stanie je podzielić - jak nie w rękach, to nożykiem) i whippet chętnie za nie pracuje.


Podsumowanie
Wśród zalet przysmaków Naturea wymienić należy:
• rewelacyjny skład, brak jakichkolwiek zbędnych dodatków,
• aż 7 dostępnych rodzajów,
• wysoką smakowitość,
• wysoką strawność.

Gorąco polecamy!


Cena przysmaków oscyluje w granicy 17 zł za opakowanie.

Recenzja powstała we współpracy z firmą Naturea.






piątek, 30 marca 2018

Obroże Sowinka Design - recenzja


Uwielbiam psie akcesoria handmade. Nad gotowcami mają tę przewagę, że możemy zaprojektować je od podstaw - decydujemy o (na przykładzie obroży) długości, szerokości, wzorze lub kolorze, rodzaju podszycia (albo jego braku), zapięcia, a także - w niektórych przypadkach - tkaniny. Bardzo cenię sobie taką możliwość personalizacji - zależy mi na akcesoriach maksymalnie dopasowanych do moich potrzeb i preferencji.

Dzisiaj pod lupę wezmę trzy zupełnie różne obroże firmy Sowinka Design. Oto i one.


Obroża numer jeden. Typ zapięcia: sprzączka. Rodzaj tkaniny: bawełna satynowa. Podszycie: pianka przypominająca neopren.


Obroża numer dwa. Typ zapięcia: półzacisk. Rodzaj tkaniny: len/bawełna. Podszycie: pianka przypominająca neopren.


Obroża numer trzy. Typ zapięcia: zatrzask. Rodzaj tkaniny: sztuczny zamsz. Podszycie: brak.

O FIRMIE
Sowinka Design to czteroosobowa polska firma, która swoją działalność rozpoczęła w 2013 roku. Właścicielom czworonogów oferuje wykonane ręcznie akcesoria: obroże, szelki, smycze, a także bandamki. Jest w czym wybierać - tym bardziej, że Sowinka poszczycić się może ogromem możliwości zarówno w kwestii dostępnych wzorów, jak i typów zapięć czy rodzajów tkanin.


OBSŁUGA KLIENTA
Kontakt z firmą jest bardzo dobry. Pani Ewa sprawnie odpisuje na wiadomości, a w razie potrzeby pomoże, doradzi i odpowie na wszelkie pytania.
Do niedawna złożenie zamówienia było możliwe jedynie za pośrednictwem Facebooka; aktualnie Sowinka posiada własny sklep internetowy, co bardzo przyspiesza cały proces - wystarczy kilka kliknięć i nasze zakupy lądują w wirtualnym koszyku.
Nowymi psimi akcesoriami będziemy mogli cieszyć się parę tygodni po uiszczeniu zapłaty. Mogłoby się wydawać, że to dość długi czas realizacji zamówienia, nie należy jednak zapominać, że wszystkie Sowinkowe obroże, smycze czy szelki wykonywane są ręcznie. Zresztą, wierzcie mi lub nie, ale na tak zadowalający (przynajmniej w moim przypadku) efekt końcowy warto poczekać.


PIERWSZE WRAŻENIE
Po otwarciu przesyłki od Sowinki moim oczom ukazał się estetyczny woreczek z logo firmy. Oczywiście najbardziej interesowała mnie jego zawartość, toteż czym prędzej wyjęłam ze środka trzy przepiękne obróżki. Pierwsze kilka minut poświęciłam na zachwycanie się ich wyglądem. Wszystkie zostały też dokładnie obmacane, skontrolowałam jakość wykonania i wytrzymałość szwów. Następnie dokonałam przymiarek na psie. Okazało się, że wszystkie obroże świetnie leżą na Mango. Przyszła pora na część właściwą, a więc...

TESTY
Obroże dotarły do nas pierwszego grudnia, jak nietrudno więc obliczyć, czas trwania testów wyniósł mniej więcej cztery miesiące. Ze względu na stale (i drastycznie) zmieniające się warunki atmosferyczne (nawet w obrębie kilku tygodni - zresztą wszyscy wiemy, jak wygląda zima w Polsce) obroży używaliśmy naprzemiennie - chciałam, aby każda z nich doświadczyła zarówno śniegu, jak i deszczu oraz błota.


WYTRZYMAŁOŚĆ I ODPORNOŚĆ NA BRUD
Różnice pomiędzy poszczególnymi obrożami dosyć szybko dały o sobie znać. Zdecydowanie najgorzej w starciu z brudem wypadła ta z bawełny satynowej. Niedługo czeka ją trzecie pranie. Dodatkowo materiał lekko przetarł się w kilku miejscach. W znacznie lepszym stanie jest obroża na tkaninie len/bawełna, która, jeśli nie liczyć paru drobnych zabrudzeń, wciąż prezentuje się nadzwyczaj dobrze. No i wreszcie obroża ze sztucznego zamszu - najjaśniejsza, a wygląda... właściwie jak nowa.
Natomiast jeśli chodzi o ogólną wytrzymałość, wszystkie obróżki poradziły sobie równie świetnie. W trakcie trwania testów nie ucierpiały żadne ich elementy. Nitki są na swoim miejscu, okucia nie zardzewiały, klamra co najwyżej lekko się porysowała.

UWAGI
Standardowo - zaczepy na adresówkę bardzo ułatwiłyby życie, szczególnie przy obrożach o tak masywnych okuciach.


PODSUMOWANIE
Obroże firmy Sowinka Design świetnie się u nas sprawdziły i z pewnością będę polecać je innym psiarzom (chyba że w przeciągu kilku najbliższych miesięcy czy lat zmienię zdanie na ich temat, jednak mam nadzieję, że nie znajdę ku temu powodów). Są lekkie, starannie wykonane, a poza tym... Mango pięknie w nich wygląda.


CENA
Cena różni się w zależności od tkaniny, podszycia, wymiarów itp. Nasze obroże są warte kolejno 62, 70 i 85 zł.

Recenzja powstała we współpracy z firmą Sowinka Design.

Za cztery pierwsze zdjęcia dziękuję pani Ewie.