sobota, 16 września 2017

Obroża Wild Craft - recenzja


Wild Craft to licząca sobie 3 wiosny firma z akcesoriami handmade. Jej działalność obserwuję już od dłuższego czasu. Przełomowym wydarzeniem w historii marki było zdobycie wyróżnienia w konkursie TOP for DOG 2016, co jest dowodem na uznanie ze strony klientów. Obecnie Iza i Maciek są w trakcie tworzenia sklepu internetowego, przenieśli się też do większej pracowni i niedawno pochwalili się nową kolekcją, która już teraz cieszy się sporym zainteresowaniem. Wcale się nie dziwię - wzory, które firma Wild Craft wprowadziła do swojej oferty oczarowały również i mnie. Że też musiałam wskazać tylko jeden! Po dłuższym namyśle mój wybór padł na prześliczny i bardzo uniwersalny wzór rainbow paws.


Po otrzymaniu obroży dokładnie się jej przyjrzałam. Na szczęście nie zauważyłam niczego, co wzbudziłoby mój niepokój (typu kiepskiej jakości taśma czy słabe szycia), do testów podeszłam więc bardzo optymistycznie. Moją uwagę przykuły niezwykle żywe, intensywne kolory - zupełnie jak na zdjęciu. Obróżka wykonana została z mocnej taśmy kaletniczej. Rodzaj podszycia stanowi swego rodzaju ciekawostkę. Nie spotkałam się z nim jeszcze u żadnej firmy z akcesoriami handmade. Mowa o tunisie. Jest to przyjemny w dotyku, odporny na ścieranie i nie sprawiający trudności w czyszczeniu materiał. Oto, jak się prezentuje.


Obrożę testujemy już prawie 4 miesiące. Zostaliśmy poproszeni o sprawdzenie jej w możliwie najbardziej ekstremalnych warunkach. Mango najwyraźniej wziął sobie tę prośbę do serca. Obroża była wielokrotnie prana - zarówno ręcznie, jak i w pralce. Ku mej uciesze prawie tego po niej nie widać - jedynie naszywka z logo firmy utraciła śnieżnobiały kolor, a materiał w podszyciu nieco się pomarszczył.
W trakcie trwania testów obroża nie uległa zniszczeniu, w dalszym ciągu ma się świetnie. Pies również nie czuje się w niej niekomfortowo, tunis dobrze sprawdza się w roli podszycia. Gdybym miała się do czegoś przyczepić, może byłaby to ciężka regulacja, ale nie będę drobiazgowa. Ogólnie obroża wypadła świetnie i mogę śmiało polecić ją innym psiarzom, w szczególności obróżkowym srokom, bo koło wzorów oferowanych przez firmę Wild Craft nie sposób przejść obojętnie. W połączeniu z wytrzymałością daje nam to coś bardzo, bardzo fajnego. Nic, tylko zamawiać.


sobota, 2 września 2017

Wakacje 2017 - podsumowanie

Wakacje 2017 upłynęły nam pod znakiem sportów kynologicznych, przede wszystkim dogfrisbee. Poczyniliśmy spore postępy. Myślę, że udało mi się ostatecznie przekonać Mango do tej aktywności. Teraz, kiedy mam już radosnego, szalejącego na widok dysków pieseczka, mogę skupić się na bardziej technicznych aspektach dogfrisbee. Co prawda z motywacją wciąż różnie bywa, o czym miałam okazję przekonać się chociażby na seminarium, w którym ostatnio wzięliśmy udział (relację znajdziecie na dole wpisu), niemniej patrząc te dwa lata wstecz, widzę ogromny progres - i tego będę się trzymać.
Wraz z nadejściem jesieni, a później zimy robimy sobie przerwę z treningami frisbee, planuję za to więcej uwagi poświęcić obedience czy raczej wybranym elementom tejże dyscypliny - trochę sobie poćwiczymy, ale bez większych ambicji, na spokojnie, w domowym zaciszu. Długie jesienne i zimowe wieczory to idealny czas. Tym bardziej, że wraz z pojawieniem się większych mrozów nasze spacery najprawdopodobniej ulegną drastycznemu skróceniu, a stymulacja umysłowa jest świetną alternatywą dla dłuższych wędrówek.


A skoro już przy obi jesteśmy... 29 lipca pojawiłam się - w roli obserwatora, gdyby ktoś miał co do tego jakieś wątpliwości - na zorganizowanym przez Dominikę z bloga Pies do kwadratu wydarzeniu o wdzięcznej nazwie Oszustwo do kwadratu. Cóż to takiego? Ot, zawody treningowe obedience, tyle że - cytuję - bez sędziego, punktów, pucharków, dyplomów i zdjęć na fejsika.
Było świetnie. Dominika bardzo postarała się, jeśli chodzi o organizację, a psiaki pracowały z prawdziwym zaangażowaniem - i to mimo panującego upału. Za każdym razem, gdy mam okazję podziwiać zawodników obedience w akcji, wpadam w zachwyt. Nie inaczej było i tym razem. Fantastyczna inicjatywa, naprawdę!
Ring został zdominowany przez owczarki australijskie i belgijskie, choć nie zabrakło również przedstawicieli innych ras. Zresztą zobaczcie sami.


19 sierpnia mieliśmy przyjemność uczestniczyć w seminarium z Martą Parcewicz. Było to pierwsze semi, w którym wzięliśmy czynny udział. Do tego dochodzi fakt, że jestem osobą wyjątkowo podatną na stres, a Mango do grzecznych, bezproblemowych, kochających cały świat piesków zdecydowanie się nie zalicza. Nic więc dziwnego, że zbliżające się wielkimi krokami seminarium spędzało mi sen z powiek. Tyle rzeczy mogło się nie udać! Oczami wyobraźni widziałam non stop drącego japę, niepotrafiącego ani przez chwilę usiedzieć w klatce i totalnie olewającego mnie Mango. Niepotrzebnie panikowałam! Pierwszy - pozytywny, rzecz jasna - szok przeżyłam, gdy okazało się, że rudy bez problemu znosi towarzystwo tylu obcych psów. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo byłam z niego dumna. Nasza praca wreszcie przyniosła upragnione efekty. Stosunkowo spokojne i grzeczne zachowanie Mango otwiera przed nami mnóstwo zupełnie nowych, wspaniałych możliwości. Oby tylko się utrzymało!
Żeby nie było tak kolorowo, rudzielec wszystkimi czterema łapami zapierał się przed wejściem do klatki. Przyznam, że została przez nas zakupiona zaledwie parę tygodni temu, niemniej Mango zdążył ją polubić - od początku intensywnie trenowaliśmy klatkowanie, bo zależało mi, żeby whippet w trakcie seminarium czuł się możliwie najbardziej komfortowo. Niestety rudy postanowił pokrzyżować mi plany. W ruch poszły naturalne gryzaki, Mango jednak wciąż nie czuł się przekonany, ostatecznie więc po prostu wepchnęłam go do klatki. Na szczęście whippet nie buntował się dłużej. Wręcz przeciwnie - od razu położył się i... zasnął. Byłam w siódmym niebie. Chciałam tylko, żeby trochę się rozluźnił, a tu proszę - śpi. W obcym miejscu pełnym psów! Niestety wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Rozpoczęły się zajęcia rzutowe, a wraz z nimi dziki lament pozostawionego w klatce Mango. Rudy koncertował przez całe dwie godziny. Masakra. Miałam ochotę go ukatrupić. Co gorsza po tym wydarzeniu Mango na resztę seminarium najwyraźniej zraził się do klatki i nie był w stanie spokojnie w niej odpoczywać. Bałam się, że całkowicie stracił do niej zaufanie. Na szczęście po powrocie do domu whippet prawie od razu wlazł do środka i zasnął. To był dla niego ciężki dzień... Ale wracając do semi: do wykorzystania mieliśmy dwie sesje. Poświęciliśmy je na pracę nad podstawami: motywacją oraz aportem, w szczególności skupiwszy się na wymianie zabawek. Próbowaliśmy też trochę pofrisbować, ale Mango dość szybko stracił zainteresowanie dyskami. Normalnie rzadko mu się to zdarza, ale w tym przypadku rozproszenia zrobiły swoje. Cieszę się, że przynajmniej szarpakami bawił się ładnie. Na uwagę zasługuje fakt, że Marta ma doświadczenie w pracy z chudełami. Dostałam od niej kilka cennych wskazówek, do których postaram się stosować.
Świetna organizacja, miła atmosfera... Pogoda też dopisała. Będę dobrze wspominać to seminarium. Jestem bardzo zadowolona z Mango - no, może nie licząc tego nieszczęsnego klatkowania.
Wspaniałe zwieńczenie wakacji!

A Wy - jak spędziliście ostatnie dwa miesiące? Aktywnie, a może leniwie? Podzielcie się wrażeniami!

sobota, 26 sierpnia 2017

piątek, 18 sierpnia 2017

Fotoobraz Saal Digital - recenzja

Obrazy stanowią nieodłączny element chyba większości domów. Trudno się dziwić - obraz to wspaniała ozdoba, a niejednokrotnie także ucieleśnienie jakiegoś miłego wspomnienia.

Nie ukrywam, że bardzo ucieszyła mnie możliwość przetestowania fotoobrazu firmy Saal Digital. Od początku wiedziałam, że będzie on przedstawiał Mango - jakżeby inaczej! Po dłuższym namyśle mój wybór padł na przepiękną fotografię autorstwa Grzegorza Bukalskiego.


Firma Saal Digital oferuje kilka różnych powierzchni fotoobrazów. Jeśli nie jesteście pewni, która najlepiej sprosta Waszym oczekiwaniom, pomocą służy tabela umożliwiająca porównanie dostępnych powierzchni pod różnymi kątami. Z wyborem formatu również nie powinno być problemu - klient ma pełną dowolność, jeśli chodzi o wymiary.
Projektowanie fotoobrazu to banalny proces. Nawet największy laik powinien dać sobie radę.

Fotoobraz dotarł do mnie po stosunkowo krótkim czasie, dokładnie zabezpieczony. Jest taki, jaki sobie wymarzyłam. To produkt bardzo wysokiej jakości, starannie wykonany i po prostu piękny. Wprost nie mogę się na niego napatrzeć.

Cieszę się, że wreszcie mogę się pochwalić własnym fotoobrazem na płótnie. Taki obraz to naprawdę świetna sprawa, fantastycznie się prezentuje. Bardzo dziękuję firmie Saal Digital za to cudo!