września 21, 2018

Wakacje 2018 - podsumowanie

Wakacje 2018 - podsumowanie

Najbardziej wyczekane wakacje w moim życiu właśnie dobiegły końca. Żeby nie było niejasności: nie miałam jakichś ogromnych oczekiwań względem tych dwóch miesięcy. Po prostu rok szkolny wyjątkowo dał mi w kość, byłam totalnie wyczerpana i nie mogłam doczekać się, kiedy wreszcie porządnie wypocznę, odeśpię i zbiorę siły na czas czekającej mnie drugiej klasy liceum. Chciałam również nadrobić zaległości w kilku dziedzinach i zaangażować się w dwie nowe aktywności ze - jakżeby inaczej - swoim psem. Zresztą planów i postanowień miałam całe mnóstwo. Chyba nie muszę wspominać, że nie udało mi się zrealizować nawet połowy? Na szczęście z regeneracją organizmu nie było problemu i w rok szkolny wkroczyłam z nową energią (chociaż już zaczęło brakować mi spacerów o zachodzie słońca i obżerania się lodami).

Przez pierwszy miesiąc strasznie się leniliśmy. Totalny chill, od czasu do czasu przeplatany treningami dogfrisbee - tak wyglądał nasz lipiec. Codzienna rutyna została zakłócona jedynie przez trzy wyjazdy, które zapoczątkowały naszą przygodę z agility i coursingami.
Agility z Mango chodziło mi po głowie już od bardzo dawna. Wiedziałam, że regularne treningi w klubie z dość prozaicznego powodu (kilometry) są poza naszym zasięgiem, ale doszłam do wniosku, że fajnie byłoby wpaść chociaż raz na jakiś czas - a kiedy zacząć, jak nie w wakacje? Pierwotny plan zakładał kilka lekcji indywidualnych w zabierzowskim klubie Dream Agility Team, niestety ze względu na urlop trenerki, a później problemy z dojazdem ostatecznie musieliśmy ograniczyć się do dwóch.
Z pierwszego treningu wróciłam pełna optymizmu i chrapki na więcej. Mango chętnie pokonywał stacjonaty, od razu pokochał też tunele. Jednak najbardziej zachwyciło mnie jego zaangażowanie i utrzymująca się przez całą godzinę motywacja zabawkowa na naprawdę wysokim poziomie (a przy tym bezbłędna i natychmiastowa reakcja na komendę daj). Chciałoby się rzec: idealnie. A że równowaga musi zostać zachowana... Za drugim razem w połowie zajęć Mango stracił cały zapał i zaczął odmawiać jakiejkolwiek dalszej współpracy. Sytuacji nie ułatwiała pogoda (gorąco, duszno), o moim koszmarnie słabym handlingu nie wspominając...
Przyznam, że początkowo byłam nieźle zdołowana, dlatego postanowiłam zafundować sobie - ale przy okazji również Mango - wyjątkowy prezent i dokładnie tydzień później zabrałam delikwenta na pierwszy w życiu trening coursingowy, spełniając tym samym jedno ze swoich marzeń. Nie wiem, czy wiecie, ale tata Mango to wybitnie utytułowany pies wyścigowy (zresztą w rodowodzie rudzielca jest wielu mistrzów - zarówno od strony ojca, jak i matki). Także sam Mango odkąd sięgam pamięcią wykazywał ponadprzeciętne predyspozycje coursingowe - przynajmniej na tyle, na ile potrafię ocenić to ja. A że w wyścigach chartów zakochana jestem bez pamięci, mogło się to skończyć tylko w jeden sposób...


Jurajskie Biskupice są wymarzonym miejscem na pierwszy bieg za wabikiem. Ogromnie się cieszę, że Mango mógł go zaliczyć właśnie tam. Jak mu poszło? Bardzo przyzwoicie. Bez wahania ruszył za wabikiem, nawet na mnie nie zerknąwszy. Co prawda widać było, że nie dał z siebie wszystkiego, ale oba biegi ukończył, a to jest najważniejsze. Myślę, że z czasem się rozkręci i pokaże pełnię swoich możliwości. Ja jestem zadowolona, czemu zresztą dałam upust, bo kiedy szłam zapiąć Mango na smycz po skończonych biegach, nie mogłam powstrzymać głupkowatego uśmiechu.
Aktualnie przymierzamy się do prób licencyjnych, których zaliczenie umożliwi nam starty w zawodach. Trzymajcie kciuki!


W sierpniu nigdzie się nie ruszaliśmy (w znaczeniu wyjazdowym), za to bardzo aktywnie korzystaliśmy z wolnego czasu (długie spacery i regularne treningi z hopkami).

Z mniej przyjemnych rzeczy: w wakacje Mango dwa razy został użądlony przez pszczołę (w łapę i wargę - na szczęście niegroźnie) i dwa razy naderwał wilczego pazura (paradoksalnie, w ciągu ostatnich czterech lat zdarzyło mu się to tylko raz, a tu taka kumulacja).

Jeden z moich wakacyjnych planów dotyczył zmiany wyglądu bloga. Nasi stali czytelnicy na pewno zdążyli już zauważyć metamorfozę, jaką przeszedł. Nowy szablon, nagłówek, wszystko... Dajcie znać, co myślicie!
Pozostając jeszcze w sferze wirtualnej - wreszcie przekonałam się do Instagrama i pierwszego sierpnia założyłam Mango konto. Prędzej czy później chyba po prostu musiało do tego dojść... Jeśli wciąż Wam mało zdjęć rudego chudego pieska, od teraz możecie podglądać go również na tym portalu - klikajcie.


Na koniec chciałabym wspomnieć o pewnej dylogii, na kartach której psy pojawiają się raptem raz czy dwa, jednak nie wyobrażam sobie, by tu o niej nie napomknąć, gdyż stanowi jeden z najistotniejszych elementów tegorocznych wakacji. Szóstka wron i Królestwo kanciarzy Leigh Bardugo - książki mojego życia (mam kilka takich). Czysta perfekcja. Kocham tak, że bardziej się nie da. Totalnie polecam wszystkim molom książkowym, a w szczególności fanom fantastyki!

A jak Wam minęły wakacje?

września 02, 2018

Haul: wiosna, lato 2018

Haul: wiosna, lato 2018
Przegląd rzeczy, które wpadły nam w łapki od marca do sierpnia 2018 roku.



Dwie hopki z Zooplusa - genialne w swej prostocie. Łatwe do złożenia, zaopatrzone w praktyczny pokrowiec, do tego tanie (30 zł za sztukę).


Czasopisma o tematyce kynologicznej. Standardowo: Dog and Sport oraz Mój Pies i Kot.



Zdobycze z zawodów Speed Dog Kraków (relacja: klik):
a) medal;
b) pucharek;
c) dyplom uczestnictwa;
d) nagrody za zajęcie II miejsca w kategorii medium:
- obroża The Dog House;
- gryzak ze skóry Dingo Gear;
- Vetfood No Stress Gel;
- Vetfood BARFeed chlorella;
- szampon Pet Pharmacy Septi Activ;
- próbka karmy suchej Petvita;
e) nagrody za zajęcie II miejsca w klasyfikacji generalnej:
- obroża American Heart;
- bawełniana zabawka JK Animals od perros.pl;
- Vetfood No Stress Gel;
- Vetfood BARFeed drożdże piwne;
- Vetfood BARFeed aloes zwyczajny;
- Vetfood Maxi OraCare Fresh Breath;
- smycz krótka K9 Thorn;
- tabliczka Bully Art Handmade;
- kurze łapki od e-pies.eu;
f) pakiet startowy: pięć próbek karmy i jedna suplementu, przysmak dentystyczny, pół litra wody dla psa z dodatkiem aceroli, kość, dwa opakowania kurzych łapek.


Gryzak z poroża jelenia Kendog - jest malutki, więc miałam nadzieję, że Mango da mu szansę (naszym poprzednim gryzakiem z poroża, znacznie dłuższym i grubszym, pogardził). Niestety, przysmak leży nietknięty. Podejrzewam, że to kwestia twardości, może też smaku...


Suple Pokusa: drożdże browarnicze, kryl arktyczny i czystek. Nagroda trafiona w punkt, bo od kilku miesięcy planuję trochę poeksperymentować z naturalną suplementacją, a teraz mam świetny pretekst, żeby wreszcie się za to zabrać.


Bella i Sebastian 2. Przygoda trwa autorstwa Christine Féret-Fleury - czytałam już pierwszą część, piękna historia. Oby dwójka okazała się równie dobra.



Trixie Move2Win od fera.pl - gra strategiczna dla bardziej zaawansowanych psiaków. Recenzja: klik.


Przysmaki Naturea - produkt z najwyższej półki. Po więcej zapraszam tu.


Obroża skórzana Mundo Galgo, którą dostaliśmy do obfocenia. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Na ten moment to chyba najbardziej elegancka obroża w naszej (dość pokaźnej, przyznać trzeba) kolekcji.


Kaganiec Mundo Galgo - charci model, wyjątkowo lekki. Mango będzie w nim biegał, startując w wyścigach.


Karma Petvita (oraz dodatki w postaci przysmaków i kubeczka z miarką) - recenzja niedawno pojawiła się na fanpejdżu, można zerknąć. Tester zadowolony - przy suchych chrupkach jak zwykle trochę wybrzydzał, za to zawartość puch została pochłonięta z prędkością światła, jedynie wersja z rybą wzbudziła mniej entuzjazmu (podał się pieseł na pańcię, cóż począć).


Puller od petsmile.pl - niekwestionowany hit ostatnich lat. O tym, dlaczego warto go mieć u siebie, pisałam tutaj.


Smycz Lalazoo - na recenzję trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać, ale już teraz mogę powiedzieć, że jestem naprawdę zadowolona.



Cztery opakowania przysmaków i egzemplarz czasopisma Pupil - coś dla psa i coś dla właściciela, czyli kilka upominków, które znaleźliśmy w paczce od fera.pl razem z grą do recenzji.


sierpnia 04, 2018

Puller - recenzja

Puller - recenzja

Puller to zabawka, która szturmem podbiła serca psiarzy na całym świecie i mimo upływu lat wciąż nie traci na popularności. Za granicą organizowane są nawet zawody z jej udziałem. Postanowiłam na własnej skórze przekonać się, w czym tkwi fenomen tego niepozornego fioletowego ringo.

Zanim przejdę do części właściwej, czyli swojej opinii, chciałabym krótko przedstawić recenzowany produkt.
Puller jest intensywnie fioletową obręczą wykonaną z gęstej, zwartej pianki i dostępną w aż 5 rozmiarach: micro, mini, midi, standard i maxi. Oryginalnie Pullery sprzedawane są w zestawach składających się z dwóch sztuk zabawki (wyjątek stanowią Pullery maxi - do kupienia pojedynczo), jednak coraz więcej sklepów umożliwia nabycie jednego ringo (niezależnie od rozmiaru).


 
Na przetestowanie i zrecenzowanie naszego Pullera w rozmiarze midi dostaliśmy dwa tygodnie. Nie da się ukryć, że nie jest to zbyt długi okres czasu, dlatego jeśli w ciągu kilku najbliższych miesięcy moja ocena zabawki ulegnie zmianie (albo po prostu najdą mnie nowe spostrzeżenia na jej temat) - edytuję post.

Do rzeczy.
Moim zdaniem jednym z dwóch największych atutów Pullera jest jego wszechstronność, mnogość zastosowań.
Nazwa zabawki nie pozostawia złudzeń (ang. pull - ciągnąć) - Puller ma służyć przede wszystkim do przeciągania się z psem. Tworzywo, z którego wykonane jest ringo, ułatwia zwierzęciu mocny, pełny, stabilny chwyt, a jego kształt chroni dłonie właściciela przed przypadkowym ugryzieniem.
Kolejnym proponowanym przez producenta ćwiczeniem są skoki do trzymanego w ręce Pullera - najlepiej z wykorzystaniem dwóch zabawek, do których pies skacze naprzemiennie.
Puller z powodzeniem może też pełnić funkcję aportu. To nasza ulubiona forma zabawy - Mango uwielbia pogonie za toczącym się krążkiem. Puller ma tę przewagę nad piłką, że podczas biegu za nim trudniej o gwałtowne hamowania i zwroty, co czyni zabawę bezpieczniejszą.
To jeszcze nie wszystkie zastosowania magicznego fioletowego kółeczka - wymieniłam tylko ćwiczenia dotychczas przez nas praktykowane. Ponieważ Puller nie tonie, powinien łatwo wkraść się w łaski entuzjastów wodnych szaleństw, którzy mogą bez przeszkód zabierać go na wypady nad jezioro czy rzekę ze swoimi psami. Wersja maxi jest też przystosowana do amatorskich treningów spring pole (wiszenie).
Jak więc widzicie, użytkownicy Pullera nie mogą narzekać na monotonne, jednakowe treningi, a różnorodność zabaw pozwala zadbać o wszystkie partie mięśni czworonoga.

Drugą zaletą Pullera, która według mnie ma znaczący wpływ na jego popularność, jest unikatowy materiał - zaskakująco lekka pianka, na tyle miękka, że pies może zatopić w niej zęby, wgryźć się (co nie pozostaje bez znaczenia dla wyglądu produktu - poniżej zdjęcie przedstawiające naszego Pullera po kilku krótkich treningach), ale równocześnie bardzo wytrzymała. Za siebie się nie wypowiem, ponieważ Pullera używamy zaledwie od dwóch tygodni, a Mango nie ma niszczycielskich zapędów, ale wiem, że bardzo wielu właścicieli psów o stalowych szczękach go sobie chwali. Oczywiście dużo zależy od rozmiaru zabawki, który powinien być dopasowany do wielkości i siły psiaka. Należy też pamiętać, że Puller to nie gryzak i służy wyłącznie do zabawy z przewodnikiem - pozostawiony ze zwierzęciem sam na sam faktycznie może łatwo ulec zniszczeniu.


Materiał jest super również z innego powodu - nie stwarza niebezpieczeństwa dla psich zębów i dziąseł, nie powoduje tworzenia się ostrych zadziorów, które mogłyby ranić pysk. Po każdej zabawie w piance przybywa wgłębień (śladów po zębach), jednak nie wpływają one na komfort użytkowania, bezpieczeństwo psa czy ogólną trwałość zabawki - mogą co najwyżej razić estetów.


Prócz wyżej wymienionych, Puller posiada także inne walory: wygodnie leży w dłoni, nie nasiąka wodą, łatwo jest utrzymać go w czystości...

Zauważyłam, że producent opisując Pullera często używa określeń w stylu narzędzie szkoleniowe, urządzenie treningowe itp. Myślę, że postrzegając produkt w ten sposób, można tylko niepotrzebnie się rozczarować. Puller jest jedyny w swoim rodzaju, ale to wciąż tylko zabawka i w tej kategorii należy go oceniać. Ja absolutnie się nie zawiodłam i oficjalnie dołączam do wielotysięcznej rzeszy fanów tego fioletowego ringo.


Recenzja powstała we współpracy ze sklepem internetowym petsmile.pl.


lipca 24, 2018

Mango - 4 lata

Mango - 4 lata
Mango... Właściwy pies na właściwym miejscu. Moja bratnia dusza. Przyjaciel na dobre i na złe. Fantastyczny nauczyciel i motywator. Źródło wielu inspiracji. Spełnione marzenie i niezastąpiona pomoc w realizacji kolejnych. Wspaniały sportowiec i jeszcze lepszy towarzysz. Niedoskonały ideał. Chart o pełnej sprzeczności osobowości. Whippet z pasją.

Dzisiaj mijają dokładnie 4 lata od dnia, w którym przyszedł na świat, a ja wciąż zastanawiam się, czym sobie na niego zasłużyłam. Borykamy się z kilkoma problemami i nie zawsze potrafimy dojść do porozumienia - co, nawiasem mówiąc, wynika z oszałamiającego podobieństwa naszych charakterów - ale zawdzięczam mu tak niewyobrażalnie wiele, że wątpię, abym kiedykolwiek zdołała się odwdzięczyć.

Urodziny to doskonała okazja do podziękowań, więc dziękuję Ci, Mango - za wszystko. ❤️

Fot. Grzegorz Bukalski

czerwca 30, 2018

Speed Dog Kraków - II edycja

Speed Dog Kraków - II edycja
Po trzech tygodniach wypadałoby wreszcie zrelacjonować fantastyczne wydarzenie, w którym wraz z Mango mieliśmy przyjemność wziąć udział. Mowa o naszych pierwszych wspólnych zawodach - Speed Dog Kraków 2018.

Może na początek trochę więcej o samej imprezie.
Speed Dog Kraków to amatorskie zawody sportowe organizowane przez psiarzy dla psiarzy. W tym roku czworonożni zawodnicy rywalizowali ze sobą w następujących konkurencjach:
- skok w dal;
- bieg na bieżni manualnej;
- bieg na czas do właściciela na dystansie 50 m.
Mango próbował swoich sił tylko w tej ostatniej konkurencji.

Gdy zapisywałam nas na zawody, w głowie roiło mi się od czarnych scenariuszy: że Mango wyrwie do innego psa zamiast do mnie, zawęszy się na starcie albo zawróci w połowie drogi. Kiedy podzieliłam się swoimi obawami z mamą, w odpowiedzi usłyszałam, że to byłoby do niego totalnie niepodobne. Wiedziałam, że ma rację, ale wcale mnie to nie uspokajało. Zresztą nie chodziło tylko o start. Na imprezie mieliśmy spędzić cały dzień, a ja nie wiedziałam, jak Mango zachowa się w obecności tylu obcych zwierząt. Owszem, brał już udział w kursie podstawowego posłuszeństwa, dniu otwartym, seminarium - ale nigdy w tak wielkim psiarskim evencie! Speed Dog miał być testem sprawdzającym, czy rudzielec poradzi sobie w warunkach zawodów. A testy mają to do siebie, że bywają naprawdę stresujące. Oczywiście starałam się nie denerwować i muszę przyznać, że nawet mi się to udawało... do momentu, gdy na dzień przed zawodami usilnie tłumione przez tyle czasu emocje skumulowały się w moim organizmie, doprowadzając do bólu brzucha. Mając na uwadze nasze przyszłe starty, koniecznie będę musiała nad tym popracować, bo wychodzi na to, że mimo szczerych chęci wciąż nie jestem w stanie zapanować nad stresem.

Na miejsce (dla ciekawskich: zawody odbywały się na terenie kempingu Krakowianka) dotarliśmy punktualnie. Dałam Mango chwilę na odetchnięcie, rozprostowanie łap po podróży, przespacerowanie się i załatwienie swoich potrzeb, po czym ruszyliśmy dopełnić niezbędnych formalności (odprawa weterynaryjna i rejestracja).
Stojąc z Mango w kolejce do biura zawodów, miałam ochotę skakać z radości. Whippet świetnie odnalazł się w nowej sytuacji, pięknie olewając (ewentualnie uprzejmie obwąchując) kręcące się w pobliżu oraz czekające przed nim i za nim w kolejce psy. Na pochwały reagował wyjątkowo żywo - merdaniem ogona i podskokami ku mojej twarzy.
W biurze zarejestrowaliśmy się, odebrałam pakiet startowy i numerek. Okazało się, że startujemy jako 68. W oczekiwaniu na swoją kolej przespacerowaliśmy się po sąsiadującym z kempingiem parku, zahaczyliśmy też o samochód, o mały włos się przy tym nie spóźniając.
Kiedy z szarpakiem w ręku odbiegałam od przytrzymywanego przez moją mamę Mango, już wiedziałam, że pójdzie nam co najmniej dobrze. Udało mi się bez problemu nakręcić go na zabawkę - wystarczyło, że wyjęłam ją z nerki, a dostrzegłam iskierkę w oku rudzielca. Nie pomyliłam się - Mango przebiegł cały dystans bez chwili zawahania.

Fot. Monika Dybowska

Uzyskany przez whippeta czas (4,25 s), choć słaby jak na jego możliwości, pozwolił mu uplasować się na trzeciej pozycji w rankingu w kategorii medium. Jednak o ostatecznym wyniku miała przesądzić druga runda (pod uwagę brany był lepszy czas każdego z psów).
Po biegu zabrałam Mango na krótki spacer po parku, później chwilę posiedzieliśmy w samochodzie. W tym czasie końca dobiegła pierwsza tura naszej konkurencji i rozpoczęły się biegi na bieżni manualnej. Ze względu na lejący się z nieba żar, który mocno dawał się we znaki zarówno ludziom, jak i psom, sporo osób opuściło kemping, rezygnując z dalszego udziału w zawodach. My wytrwaliśmy, bo cicho liczyliśmy na podium, ale naprawdę nie było łatwo.

Fot. Monika Dybowska

Wreszcie czekał nas drugi bieg. Na szczęście motywacja rudego nie spadła i udało mu się poprawić swój czas - jako pierwszy pies tego dnia przełamał barierę czterech sekund!


Resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu startów pozostałych zawodników (biegi, później skok w dal) i spacerowaniu. Niestety zmęczonemu (głównie upałem) Mango w końcu puściły nerwy i z każdą godziną coraz gwałtowniej reagował na inne psy (dzień bez darcia japy to dzień stracony, wiadomo...).

Po 10 godzinach spędzonych na zawodach (swoją drogą, to całkiem zabawne: siedzieliśmy tam tyle czasu tylko po to, by Mango mógł pobiec dwa razy po 4 sekundy) byliśmy porządnie zmordowani. Jednak opłaciło się wytrwale czekać na ogłoszenie wyników. Okazało się, że rudy nieźle dał czadu, na swoich pierwszych w życiu zawodach zgarniając dwa drugie miejsca (w kategorii medium i klasyfikacji generalnej) z czasem 3,93 s. Dodatkowo wypadł najlepiej spośród wszystkich obecnych na zawodach whippetów (a było ich kilka) - i to nawet, gdyby pominąć drugą rundę, której nie doczekały, uciekając ze swoimi właścicielkami przed palącym słońcem. Chyba nie muszę wspominać, jak bardzo jestem dumna, prawda?


Oczywiście stojąc na podium, Mango musiał nakrzyczeć na konkurentkę z pierwszego miejsca... Zazdrośnik skubany.

Fot. Monika Dybowska

W trakcie zawodów Speed Dog Kraków Mango dobitnie dał mi do zrozumienia, że powinnam bardziej w niego wierzyć. Teraz powoli będziemy się rozkręcać - w planach są kolejne zawody, treningi... Szczegółów nie zdradzam, żeby nie zapeszyć, aczkolwiek podejrzewam, że na fanpejdżu prędzej czy później uchylę rąbka tajemnicy. Bierzemy się za dwie nowe dyscypliny. Poza tym celujemy w kolejne edycje Speed Dog Kraków (po ostatniej pozostał mi lekki niedosyt - wiem, że Mango mimo wszystko nie dał z siebie stu procent, w dodatku po przeanalizowaniu naszych startów zauważyłam kilka popełnionych przeze mnie i moją mamę błędów, które z pewnością w jakimś stopniu wpłynęły na uzyskany przez whippeta czas - jednak debiut to debiut), może Top Speed Dog, marzy mi się też SpeedWay... Będzie się działo, mam nadzieję. Co prawda zachowanie Mango wciąż pozostawia trochę do życzenia, ale teraz nie jest to już problem na tyle duży, by mógł przekreślać jego karierę sportową. Wciąż pracujemy nad kontrolowaniem emocji i umiejętnością wyciszania się w trudnych warunkach, ale jestem dobrej myśli.

Wracając do Speed Dog Kraków, bo trochę zboczyłam z tematu... Z pewnością będę pozytywnie wspominać te zawody. Rudy pokazał klasę i mam nadzieję, że nie zamierza zwalniać tempa - dosłownie i w przenośni.





czerwca 20, 2018

Francodex: szampon neutralizujący zapachy - recenzja

Francodex: szampon neutralizujący zapachy - recenzja

Zauważyłam, że whippecia sierść z łatwością przesiąka zapachami z otoczenia: tymi przyjemnymi i... mniej. W praktyce oznacza to, że kiedy Mango się wytarza (co niestety zdarza mu się regularnie - szczególnie upodobał sobie padlinę), woń naturalnych psich perfum trzyma się go wyjątkowo długo i bardzo często nie jestem w stanie całkowicie wyeliminować jej nawet porządną kąpielą. Dlatego decydując się na test szamponu marki Francodex, ani przez chwilę nie miałam wątpliwości, o który produkt poprosić. Szampon neutralizujący zapachy zdawał się idealnie wpasowywać w moje - jako właścicielki psa, który nie przepuści żadnej okazji, by się wytarzać - wymagania. Co go wyróżnia? Przede wszystkim zawartość kompleksu składników skutecznie eliminujących nieprzyjemne zapachy. Producent jako przykład podaje woń mokrej sierści, która mi akurat nigdy nie przeszkadzała, ale może są na sali osoby za takową nieprzepadające - dlatego nadmieniam. Warto dodać, że szampon nie zawiera sztucznych substancji maskujących nieprzyjemny zapach - nie na tym polega mechanizm jego działania. Wśród zalet produktu wymienić należy również neutralne pH, które nie podrażnia wrażliwej skóry i zapewnia jej naturalny poziom nawilżenia, a także obecność w składzie ceramidów i niezbędnych kwasów tłuszczowych.


Ponieważ Mango kąpany jest bardzo rzadko - tylko, gdy rzeczywiście zajdzie taka potrzeba - szamponu od lutego użyłam dopiero dwa razy. Jednak przypadki, które mnie do tego skłoniły, były na tyle ekstremalne, że myślę, iż mogę ocenić skuteczność produktu, zachowując przy tym wiarygodność.

Tester jak się patrzy...
Za pierwszym razem whippet postanowił urządzić sobie kąpiel błotną. Ze spaceru wrócił umorusany od stóp (tfu, łap) do głów. Dzięki zastosowaniu szamponu Francodex udało mi się szybko doprowadzić go do stanu sprzed wyjścia z domu - cały brud pięknie zszedł.
Drugi przypadek był wbrew pozorom cięższy, bowiem Mango wytarzał się - i to dość konkretnie. Oczywiście nie mogłam tego tak zostawić - pies wylądował w wannie. Szampon nie zaprzepaścił pokładanych w nim nadziei. Udało mi się w całości pozbyć nieprzyjemnego zapachu, którym przesiąknęła sierść Mango. Jakby tego było mało, futro zyskało wyjątkową miękkość.

Szampon jest dość rzadki, ale dobrze się pieni. Posiada bardzo delikatny zapach. Nie wywołuje żadnych reakcji skórnych. Zdecydowanie nie mogę też narzekać na brak skuteczności. Na ten moment to chyba mój numer jeden przy psie ubóstwiającym tarzanie się.


Recenzja powstała we współpracy z marką Francodex.


Copyright © 2015 Mango - whippet z pasją , Blogger