środa, 15 lipca 2015

Mango - spełnione marzenie

Zastanawiałam się, od czego zacząć? Co właściwie mógłby opisywać pierwszy wpis? W końcu doszłam do wniosku, że zacznę od... początku. Proste i logiczne. :)
Trzeba wam wiedzieć, że łatwo nie było. Rodzice nie chcieli zgodzić się na psiaka, a gdy wreszcie ulegli błaganiom, miałam nie lada problem z wyborem rasy, a później hodowli i miotu. Były to jedne z najtrudniejszych wyborów w moim życiu. Zresztą przeczytajcie i przekonajcie się sami, jak to było.

Pies największym marzeniem
Właściwie to taka już się chyba urodziłam - zwierzolubna. W wieku przedszkolnym zaczęłam marzyć o własnym pupilu. Rodzice zgodzili się. Miała być koza (mieszkamy na wsi, mamy warunki), skończyło się na kocie. Yyy, znaczy kotach. Nie, jeszcze inaczej. Decyzja padła na kota, ale... te dwie puchate kuleczki były doprawdy przesłodkie. Niełatwym zadaniem był wybór jednej z nich. Koniec końców, oba kociaki trafiły pod nasz dach.
Ostatecznie i tak zostały rozdzielone przez los - moja najukochańsza Lilka zmarła. Niedługo później dołączyło do nas maleńkie Oczko, następnie kocur Majek, no i na chwilę obecną jestem posiadaczką dwóch kocurków: wcześniej już wymienionego Maja i brata Lili - Cynamona (domowo Łobuza).
Do czego zmierzam? Wychowałam się z kotami. Zawsze je uwielbiałam, ale... apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jakoś nie potrafiłam zadowolić się kotami i zaczęłam marzyć o psie. Być może na początku była to jedynie dziecinna zachcianka, która jednak powoli zaczęła przeradzać się w miłość życia.
Chciałam zostać weterynarzem, czytałam przeróżne poradniki, w pewnym momencie zaczęłam prenumerować czasopisma kynologiczne. Pamiętam, że najbardziej fascynowały mnie rasy, ich różnorodność. Uwielbiałam haszczaki, beagle'e, papillony. Udzielałam się często na forum internetowym www.zaopiekujsiemna.com.pl, gdzie poznałam wiele osób o podobnych zainteresowaniach. Mój nick widniał w rankingu ogólnym forum, co dowodziło jak często tam zaglądałam. Moimi ulubionymi pluszakami były (i nadal są - przyznaję się, kocham pluszaki!) border collie Felix i papillon Bury. Uwielbiałam postacie takie jak: Balto, Piorun, Strzała, Scooby-Doo, Snoopy. Poza tym zwierzaki lgnęły do mnie, zdarzało się, że siostra pytała jak ja to robię. :)
Muszę przyznać, że w pewnym momencie mój entuzjazm osłabł, o psiaka nie prosiłam już tak intensywnie, chyba zaczęłam wątpić, że rodzice kiedykolwiek się zgodzą. W tym okresie uznałam też, że weterynarz to zawód nie dla mnie. Postanowiłam, że w przyszłości zostanę fotografem, ewentualnie dziennikarką. Z ZSM przerzuciłam się na Facebooka (i tak już zostało). I żyłam sobie spokojnie, aż tu nagle BUCH! Przeglądałam swój ulubiony przewodnik po rasach psów, konkretnie Mój pies autorstwa Amandy O'Neill. Ni stąd ni zowąd zaczęłam się zastanawiać, ile mniej więcej będę miała psów w życiu, zważywszy na fakt, że z pewnością (no, na 90%) nie będę właścicielką dwóch (lub więcej) psiaków naraz. Tak sobie z góry ustaliłam, bo... Powodów jest kilka: a) dwa futrzaki to podwójny obowiązek, b) chciałam (i chcę) pupilowi poświęcać maksimum swojej uwagi, a nie dzielić ją na dwa. Hm, to przede wszystkim. Może i dziwne, ale taka już jestem i proszę tego nie komentować. xD
Wracając do opowieści... zaczęłam się zastanawiać, ile to tych psiaków będzie i stwierdziłam, że... mało coś. Doszło do mnie, że ja to się przecież strasznie marnuję w tej chwili! Zamiast biegać z psem po łące, leżę i rozmyślam. A przecież gdyby rodzice zgodzili się na psiaka jeszcze w tym roku, to... będę mogła w całym swoim życiu mieć o jednego szczekacza więcej! Eureka! :D [Moja logika powala na kolana >_<]. Nie wiem czy ktokolwiek załapał o co cho, ale... postarajcie się przynajmniej!  Dla lepszego zrozumienia, podsumowanie mojego toku myślenia:
Ile psów będę miała w życiu, jeśli:
a) będę właścicielką JEDNEGO psiaka naraz - co jest wielkim ograniczeniem;
b) gdy jeden pies umrze, kupię/adoptuję następnego;
c) będę  żyła tyle, ile przeciętny Polak. :P
I nagle WOW, olśnienie: mama i tata zgodzą się teraz - będę miała w życiu o jednego psa więcej (a jeden to w moim przypadku sporo).
Uff, rozumiecie? Nie to nie, mało ważne. Ciąg dalszy...
Tym razem naprawdę mi zależało, więc postanowiłam poczynić odpowiednie przygotowania zanim zadam TO znaczące pytanie. Modliłam się dużo do Pana Boga, a w międzyczasie zastanawiałam się jakie argumenty "przeciw" mogą podać rodzice i postanowiłam odeprzeć "atak". Zaczęłam też zastanawiać się nad rasą psa, ale o tym zaraz.
Pewnie domyślacie się finału tej historii? Tak właśnie, po latach błagań rodzice zgodzili się, zmieniając moje życie na lepsze...


Wybór rasy
Pewnie jesteście ciekawi, dlaczego whippet? Chartów raczej nigdy nie darzyłam sympatią, niewiele też wiedziałam na ich temat (zarówno jedno, jak i drugie, uległo zmianie!). Jednak poszukując psa rodzinnego, w miarę możliwości cichego i czystego (musiałam przecież przekonać do niego rodziców), wiernego, kochającego, chętnego do współpracy z człowiekiem, nadającego się do jakichkolwiek sportów, przy tym dobrego na początek, bardzo szybko natknęłam się na whippeta. Jednak nie był on jedynym kandydatem na mojego psiaka. Papillony, beagle'e, jack russell terriery, welsh corgi cardigany... Przecież tyle jest wspaniałych, odpowiednich ras!
Do finału finałów przeszły rasy: beagle & whippet. Moje ukochane biglaki! Ale przecież whippety też niczego sobie. Ten charakter, wymagania, predyspozycje... idealne! Ale beagle'e...! Ale whippety...! Nie mogłam oka zmrużyć, zastanawiałam się bez przerwy, przeglądałam książki, a w necie zdjęcia, filmy, opisy. W końcu olśnienie - tak, whippety! Szczególnie do tej decyzji przyczyniła się wspomniana już książka Mój pies Amandy O'Neill. Jednak także wujek Google odegrał ważną rolę, wszelkie fora i strony, które upewniły mnie, że podjęłam dobry wybór.


Wybór hodowli i miotu
Od początku na oku miałam dwie hodowle: Agita FCI & Slim Extreme FCI. Zauroczyły mnie psiaki: Manitu Agita i Elvis Presley & America Slim Extreme. Głowiłam się nieustannie - którego wybrać? Rodzice pokrzyżowali moje plany. Z różnych przyczyn nie mogliśmy kupić psiaka na wakacje. Czekałam więc niecierpliwie na kolejne mioty.
24 lipca narodził się w hodowli Agita miot N. Pieski śliczne, ale... no właśnie. Ja chciałam whippeta BIAŁEGO W ŁATY! Jeszcze konkretniej: w łaty rude/brązowe bądź pręgowane rude/brązowe/srebrne. Bardziej nastawiona byłam na miot w hodowli Slim Extreme. Wierzyłam, że narodzą się białe - łaciate psiaki. Czekałam jednak i czekałam, a miot się nie urodził. Miałam dość, dostatecznie długo musiałam czekać na wymarzonego psa, nie zamierzałam marnować już ani chwili. W ostatnim momencie dowiedziałam się o hodowli w Katowicach - Lazarus FCI. Miot był planowany na wrzesień... nie! Nie chciałam dłużej zwlekać. I kupiłam eNciaka Agiciaka. Tak po prostu stać się musiało! Nando Agita był mi przeznaczony. Zastanawiając się, którą hodowlę/miot wybrać, jakoś tak siłą rzeczy śledziłam losy whippusiów z miotu N i od początku miałam swojego faworyta - Nando właśnie. A co do umaszczenia... No przecież, że rudzielce rządzą (moim zdaniem, oczywiście)! Mango mi to uświadomił. Mój najpiękniejszy!


Plus: Wybór imienia
Jeszcze nie wybrałam hodowli i miotu, o konkretnym psiaku nie wspominając, jedynie rasę, już zabrałam się za wybór imienia. Starałam się przywołać w pamięci jak największą liczbę znanym mi psich imion.
Na myśl przyszła mi Figa - imię ładne, oryginalne, ale od początku byłam zdecydowana na pieska, nie suczkę. Figa, hm... imię-owoc. Pierwsze skojarzenie - moje ulubione mango. Dlaczegoż by tak nie nazwać psa? Poza tym Marta&Mango - pasuje! :D
I tak Nando stał się Mango...





1 komentarz:

  1. Witam na bloggerze ;D Jakiś czas obserwowałam Wasze poczynania na fb i muszę przyznać, że stanowicie przeeświetny team. Super, że spełniłaś swoje marzenie i zdecydowałaś się właśnie na whippeta :)
    Z pewnością będę tu częściej wpadać.

    OdpowiedzUsuń