07 września

Karma mokra Piper - recenzja

Karma mokra Piper - recenzja

Słowem wstępu
TOP for DOG jest najważniejszym konkursem branży kynologicznej w Polsce. Więcej informacji na jego temat znajdziecie tutaj.
Mango i ja jesteśmy testerami TOP for DOG 2016.



Zachęcam do zapoznania się z recenzją kolejnego produktu, który otrzymaliśmy w ramach plebiscytu - karmy mokrej firmy Dolina Noteci.


Do testów dostaliśmy aż 20 saszetek 500-gramowych karmy z jagnięciną, marchewką i ryżem brązowym.
Co mogę napisać na jej temat?

Opakowanie
Jest świetne: solidne, można je z łatwością otworzyć bez użycia nożyczek, a do włożenia zawartości do miski nie potrzeba łyżki. Saszetki doskonale sprawdzą się w podróży, na wystawie, zawodach itp. - są lżejsze i zajmują mniej miejsca niż puszki.
Jedyną wadą opakowania, jaką dostrzegam, jest to, że resztki karmy pozostają w jego środku i trudno jest je stamtąd wydobyć. No i idealnie byłoby, gdyby saszetki posiadały zamknięcia strunowe. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego.


Skład i dawkowanie


Skład jest bardzo niekonkretny, a szkoda. Co o nim myślę? Do najgorszych nie należy, do najlepszych też nie. Tak więc jest średni, przeciętny.
Dawkowanie jest trochę przesadzone, choć Mango i tak otyłość nie grozi. ☺ Podawałam mu różne porcje, raz mniejsze, raz większe, najczęściej równe zawartości jednej saszetki.


Smak
Rudzielec chętnie się nią zajadał, a skoro jemu smakowała, śmiało mogę napisać, że jest przepyszna i godna polecenia także dla psich niejadków.


Przyswajanie
Whippet początkowo miał po Piperze straszne gazy, kupy były czasem lepsze, czasem gorsze. Na szczęście wszystko szybko się wyregulowało i później było już okej.


Cena
Około 5 zł za 500 g - malutko. Cena jak najbardziej na plus.


Gdzie kupić?
dolina-noteci.pl

 

31 sierpnia

Wakacje 2016 - podsumowanie

Wakacje 2016 - podsumowanie

Postanowiłam pokrótce opisać wszystkie najważniejsze wydarzenia tych wakacji. Oto i one.

1. Śmierć kotów
Właściwie kota - 9-letniego Cynamona, który poważnie zachorował i umierał na moich oczach. Był taki dzielny! Odszedł pierwszego dnia wakacji. Byłam załamana, tym bardziej, że jakiś czas wcześniej, również w czerwcu, zaginął i już nie wrócił Maj, mój drugi kochany kocurek (dlatego Śmierć kotów). Masakra, naprawdę. Tyle lat razem, mnóstwo pięknych wspomnień... I nagle straciłam aż dwóch czworonożnych przyjaciół, praktycznie w tym samym czasie.
Tęsknię tak bardzo!


2. Kastracja
Do ostatniej chwili zadawałam sobie pytanie Czy to na pewno dobry pomysł? - dręczyły mnie wątpliwości. Po dwóch latach niezdecydowania wreszcie postanowiłam to zrobić.
Zabieg odbył się 1 lipca - świetny prezent z okazji Dnia Psa. ☺ Co udało mi się zauważyć po dwóch miesiącach życia z kastratem pod jednym dachem?
Zalety:
- co prawda od dnia zabiegu Mango nie miał styczności z żadną suczką, niemniej myślę, że nachalność z jego strony przestała występować - w końcu jest to główny cel kastracji;
- rudy lepiej zachowuje się w miejscach uczęszczanych przez ludzi i psy (np. w parku);
- a także jest bardziej skoncentrowany na mnie i powierzanych mu zadaniach, stał się też odporniejszy na rozproszenia.
Wady:
- przez jakiś czas zdarzało mu się popuścić mocz (w bardzo niewielkiej ilości), szczególnie w trakcie snu, na szczęście ten problem zanika;
- burza zaczęła bardziej niepokoić whippeta, niespodziewany grzmot potrafi wystraszyć go i przyprawić o dreszcze; nie panikuje ani nic, po prostu stał się nieco wrażliwszy na tym punkcie (kiedyś nie zwracał na hałasy najmniejszej uwagi).
To chyba tyle. Raczej nie żałuję posunięcia, jakim była kastracja, wydaje mi się, że w naszym przypadku zalety przeważyły nad wadami.


3. Urodziny Mango
Mój kochany rudy synalek skończył dwa lata! Post urodzinowy znajdziecie tutaj.


4. Wyjazd do babci
Czyli dwa tygodnie na Śląsku. Nie działo się nic szczególnego, może poza trzema udanymi wypadami do parku w Świerklańcu, podczas których Mango pozytywnie zaskoczył mnie swoim zachowaniem - był niesamowicie grzeczny!


5. Kurs podstawowego posłuszeństwa
Szkolimy się w Centrum Kynologicznym Canid.
Na ten temat nie chcę się za bardzo rozpisywać, bo byliśmy dopiero na czterech spotkaniach (1/3 całego kursu). Za to możecie spodziewać się osobnego wpisu dotyczącego szkolenia za jakiś czas.

Gotowi na trening!
Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam.
Wakacje 2016 zaliczam do udanych! ☺

  
PS Blog ma już 6000 wyświetleń! Z tej okazji coś się dla was szykuje. Jesteście gotowi na niespodziankę? Obserwujcie FP oraz bloga, bo już wkrótce...

26 sierpnia

Przysmaki Nair - recenzja

Przysmaki Nair - recenzja

Parę dni temu dostaliśmy do przetestowania ręcznie wyrabiane smakołyki Nair.
W paczce znalazłam:
• przysmaki Owocowa moc;
• kulki drobiowe;
• ciastka drobiowe.
Przed wami świeżutka recenzja tychże pyszności. Miłej lektury!

Przysmaki Owocowa moc


Skład:


Kulki drobiowe


Skład:

  
Ciastka drobiowe 


Skład: patrz kulki drobiowe.

Plusy i minusy


Przysmaki są miękkie, co sprawia, że podzielenie ich na mniejsze kawałki nie przysparza trudności. Mają ledwo wyczuwalny, przyjemny zapach, który nie utrzymuje się na dłoniach. I - co chyba najważniejsze - charakteryzują się niepowtarzalnym smakiem. Mango, niejadek nad niejadkami, chętnie za nie pracował, także w rozproszeniach.
A minusy? Przysmaki są dosyć kruche. Poza tym mają krótki termin przydatności do spożycia (parę dni), trzeba szybko je zużyć.
Skład jest bardzo dobry, w smaczkach nie znajdziecie sztucznych barwników, konserwantów, cukru, soli itp. Sto procent naturalności! Ale... No właśnie, ale. Do jednej rzeczy się przyczepię. Kulki i ciastka drobiowe zawierają czosnek, produkt szkodliwy dla psów. Dlaczego szkodliwy? Przeczytajcie sami (Dog&Sport, nr 3/2016, artykuł Trucizny z ludzkiego stołu).



Co prawda myślę, że w kulkach i ciastkach drobiowych znajdują się śladowe ilości tego warzywa, w końcu zajmuje ono ostatnie miejsce na liście składników. Niemniej byłabym ostrożna i wycofała czosnek z produkcji smakołyków.



Podsumowanie
Jak opisałabym Owocową moc, kulki i ciastka drobiowe w dwóch słowach? Naturalne i smaczne. A takie właśnie powinny być psie przysmaki. ☺










 
   


16 sierpnia

Szarpuś Best Tug Toys - recenzja

Szarpuś Best Tug Toys - recenzja

Słowem wstępu
TOP for DOG jest najważniejszym konkursem branży kynologicznej w Polsce. Więcej informacji na jego temat znajdziecie tutaj.
Mango i ja jesteśmy testerami TOP for DOG 2016.


Zachęcam do zapoznania się z recenzją pierwszego produktu, który otrzymaliśmy w ramach plebiscytu - szarpaka od Dogcessories Polska.


Wygląd
Ładny, wykonany z wielką starannością polarowy szarpak w kolorach najlepiej rozpoznawalnych przez psy: niebieskim i żółtym.




Użytkowanie
Do testów otrzymaliśmy szarpuś w rozmiarze S (mały). Dla nas wielkość idealna. Szarpak świetnie sprawdza się podczas zabawy, poza tym bez trudu mieści się w mojej nerce.




Zabawa szarpusiem to wielka przyjemność zarówno dla psa, jak i człowieka. Zabawka wykonana została z przyjemnie miękkiego w dotyku polaru, jest giętka i rozciągliwa, nie rozwarstwia się w psim pysku na drobne włókna.
Co niezmiernie ważne, szarpuś jest bezpieczny dla psa. Producent zapewnia, że materiały używane do produkcji szarpusiów Best Tug Toys posiadają zaświadczenia od dostawców, iż spełniają wymogi rozporządzenia REACH. Zarówno materiał, jak i barwniki nie zawierają zakazanych w Europie substancji toksycznych.
W moich oczach sporym plusem jest również cena szarpaka - 15 zł to naprawdę niewiele.
Pewnie jesteście ciekawi, jak przedstawia się sprawa utrzymania zabawki w czystości. Cóż... szarpuś łatwo brudzi się i nieprzyjemnie nasiąka śliną (podczas intensywnej zabawy). Nie jest to duży problem - ślina szybko wysycha, a pranie załatwia sprawę brudu.
Bezpieczeństwo, cena, utrzymanie w czystości... Mango o to nie dba. Jego zadaniem jest ocena atrakcyjności, a także sprawdzenie wytrzymałości szarpaka. Co do tego drugiego - zabawka zdała test i nie dała się rozszarpać na strzępy. ☺
A jak tam z atrakcyjnością? Zdjęcia mówią same za siebie. ☺


Podsumowanie

Zalety:
starannie wykonany;
miękki;
• elastyczny;
• rozciągliwy;
• raczej trwały (nasz żyje i ma się dobrze);
• ekologiczny;
• bezpieczny;
• tani.

Wady:
• łatwo się brudzi i nasiąka psią śliną.

Gdzie kupić?
dogcessories.pl

24 lipca

Mango - 2 lata

Mango - 2 lata

Dzisiaj rudy chudy kończy dwa lata!

Mango.
Dziękuję Ci. Za to, że jesteś - zawsze obok, blisko. Że wnosisz tyle radości do mojego życia. Że motywujesz mnie do ruchu. Że tak strasznie się dla mnie starasz. I ponad wszystko - za to, że kochasz mnie, choć na to nie zasługuję. Że znosisz wszystkie moje czułości, wybuchy złości, wygórowane ambicje, dziwne pomysły.
Dziękuję Ci za wszystkie Twoje zalety. I za wszystkie wady. Za problemy, które sprawiałeś i sprawiasz, bo dzięki nim uczę się cierpliwości, wytrwałości i zdobywam doświadczenie.
Dziękuję Ci za to, że po prostu jesteś sobą.

Z okazji urodzin życzę Ci zdrowia, szczęścia, radości, smakowitości, spacerów, zabawy, biegania, psich przyjaciół i wielu, wielu lat życia!

Kocham Cię.
Marta.

PS I pomyśleć, że kiedyś byłeś taki maleńki...


10 lipca

Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Post wyczekiwany przez wiele osób. Mam nadzieję, że spełni ich oczekiwania.

Przez prawie dwa lata borykaliśmy się z problemem ciągnięcia. A wszystko zaczęło się od... Flexi. Miało jej nie być, mieliśmy używać smyczy tradycyjnej! Nie wyszło. Musicie wiedzieć, że Flexi plus szczeniak to paskudne połączenie. Automaty sprzyjają ciągnięciu. Nie polecam.
Mijał czas, Mango ciągnął, ja się frustrowałam. Chciałam coś z tym zrobić i zaczęłam stosować negatywne metody opierające się na krzyku i szarpaniu, które oczywiście nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Również nie polecam.
W końcu się ogarnęłam (Mango miał wtedy rok) i postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Ale tym razem tak na serio. Wyposażyłam się w smycz tradycyjną. W mojej głowie zaczął kiełkować plan działania. A że pośpiech jest zaprzeczeniem prędkości (w tym wypadku prędkości nauki), tedy postanowiłam poczekać z rozpoczęciem ćwiczeń na odpowiedni moment. Mniej więcej w tym samym czasie Mango złamał sobie żuchwę, później skupialiśmy się na czymś innym, następnie nadeszła zima... Ciągle coś wypadało. W międzyczasie zakupiłam książki pana Gałuszki i zaczęłam powoli udoskonalać swój plan. Wreszcie przyszedł taki czas, w którym poczułam, że naprawdę jesteśmy gotowi zmierzyć się z naszym odwiecznym problemem, że to już. Wtedy powstał ten post. Od czasu opublikowania go ćwiczyliśmy zawzięcie, aż udało nam się osiągnąć cel. Nauczyłam prawie dwuletniego uparciucha o mocno utrwalonym nawyku ciągnięcia chodzić na luźnej smyczy (nie jest idealnie, ale zrobiliśmy ogromne postępy). Jak tego dokonałam?
Nie było łatwo, ale postanowiłam sobie, że nie spocznę, dopóki się nie uda. Wam też potrzebna będzie determinacja i upór w dążeniu do celu. Zaopatrzcie się również w cierpliwość i motywację, gdyż w trakcie nauki z pewnością napotkacie różne trudności, którym będziecie musieli stawić czoło. Bądźcie pomysłowi i wyrozumiali, a uda wam się osiągnąć cel. 3mam kciuki!

Ważne!
W obmyślaniu planu działania bardzo pomogły mi różne artykuły oraz książki Szkolenie psa Anny Biziorek i Aria, równaj! Jacka Gałuszki. Ale, ale! Wybrałam i dopasowałam metody szkolenia pod swojego psa. Pozmieniałam je według własnego pomysłu. Znam Mango i wiem (a w każdym razie podejrzewam), jakie ćwiczenia najlepiej się sprawdzą w jego przypadku. I to jest bardzo ważne. Moje metody mogą być dla was inspiracją, być może nawet będą idealne dla waszego czworonoga, jednakże każdy pies jest inny, więc przygotujcie się na to, że będziecie musieli je nieco (lub bardzo) zmodyfikować. Liczy się kreatywność!
(Aż) tyle słowem wstępu, zaczynamy.


Jak nauczyć psa chodzić na luźnej smyczy?

1. Skojarzenie
Być może zdziwię was w tym momencie, ale najłatwiejsze zadanie będą mieli ci, którzy do tej pory używali... Flexi (oczywiście tyczy się to moich metod nauki). Dlaczego? To proste. Jeśli dotychczas używaliście smyczy automatycznej i wasz pies nigdy nie chodził na smyczy tradycyjnej lub zdarzało mu się to sporadycznie, to automaty równają się dla niego z ciągnięciem. Psy żyją skojarzeniami. Teraz to wy musicie przejąć inicjatywę i sprawić, by smycz tradycyjna skojarzyła mu się z nieciągnięciem. By ładne chodzenie na niej stało się dla psa czymś normalnym, naturalnym. Nie potrafię tego lepiej wytłumaczyć.
Ułatwione zadanie mają również osoby, które używały tylko obroży bądź tylko szelek. Działa to w ten sam sposób. Pies np. chodził do tej pory tylko w obroży, więc i ciągnął tylko w obroży - właściciel będzie musiał zbudować w głowie psa skojarzenie szelek z chodzeniem na luźnej smyczy. Jak to zrobić? O tym zaraz.
Początkowo na spacery jak zwykle zabierajcie smycz automatyczną, równolegle trenując z psem ładne chodzenie na tradycyjnej (to samo z obrożą/szelkami). W końcu nastąpi całkowite przerzucenie się z automatu na smycz tradycyjną (bądź z obroży na szelki/na odwrót). Ale cierpliwości! Wpierw czeka was wiele dni treningów.
Oczywiście, jeśli do tej pory używaliście smyczy tradycyjnej albo na przemian jej i automatu lub obroży i szelek czy np. zawsze używaliście obroży, a nie chcecie przerzucać się na szelki - okej. Moje metody są również dla was. Być może będzie wam tylko nieco trudniej. W tym wypadku zasada Spacery i równoległe treningi nie obowiązuje; zabawa w subtelności nie jest możliwa; każdy spacer jest treningiem, a etap II (Stać albo w tył zwrot) łączy się z III (Smak za idealność), I natomiast zostaje pominięty. Osoby takie jak wy (które nie zawracają sobie głowy skojarzeniami) nazywać będę osobami z grupy II.
Tak swoją drogą, wiecie dlaczego osoby z grupy II będą miały trudniej? Ponieważ ich zadaniem jest oduczyć psa ciągnięcia, pozostali (ci od skojarzeń) nie będą musieli psa tego oduczać, gdyż ciągnie on tylko na automacie/w obroży/szelkach, ich zadaniem będzie nauczyć pupila ładnego chodzenia na smyczy tradycyjnej/w szelkach/obroży. Nie wiem, czy rozumiecie, co staram się wam przekazać. Wszystko jedno. Nie przedłużajmy...

2. Nawyk
W pierwszym etapie nauki będziecie musieli wyrobić u psa nawyk chodzenia jak najbliżej właściciela podczas spacerów - pokażcie czworonogowi, że trzymanie się was jest bardzo opłacalne. Właściwie to tylko z początku chodzić będzie o opłacalność, waszym celem bowiem ma być wyrobienie u psa nawyku poruszania się w waszej bliskości.
Musicie być dla pupila atrakcyjni. Pokażcie mu, że nie warto oddalać się na całą długość smyczy: w ten sposób może go ominąć coś naprawdę... smakowitego. ☺
Przygotujcie przepyszne smakołyki (ważna jest różnorodność - ma być nieprzewidywalnie) w ogromnych ilościach - wierzcie mi, że szybko znikną. Przyda wam się nerka/saszetka, kliker też nieźle się sprawdzi w tym przypadku. Najważniejsza jest cierpliwość - pamiętajcie o małych kroczkach!
Początkowo ćwiczcie w domu, a gdy uznacie, że pies jest na to gotowy, przenieście się na podwórko. Długo trenujcie przed domem, z czasem możecie zacząć wyprawiać się coraz dalej i dalej.
Na tym etapie starajcie się w ogóle nie dopuścić do pociągnięcia. Pomogą wam w tym smakołyki. Chodźcie z psem na smyczy, nagradzając go dosłownie cały czas. Smak po smaku. Jeśli czworonóg oddali się od was i jest ryzyko, że pociągnie, zawołajcie go po imieniu, po czym skręćcie w innym kierunku, cały czas radośnie nawołując. Gdyby was nie posłuchał, po prostu delikatnie pociągnijcie go w waszym kierunku przy użyciu smyczy (bez zatrzymania, cały czas idźcie). W chwili, gdy pies pojawi się przy was, pochwalcie go i (oczywiście cały czas w ruchu) zacznijcie serwować smakołyki, jeden po drugim.
Pamiętajcie, że z początku sesje muszą być krótkie i obfitować w przysmaki - nie szczędźcie ich psu!
Etap ten nie dotyczy osób z grupy II.

3. Stać albo w tył zwrot
Z każdym treningiem nagradzajcie psa smakołykami coraz rzadziej. Zwierzak powinien mimo wszystko trzymać się was, w końcu macie smaki, którymi w każdym momencie możecie go poczęstować. Nie da się jednak uniknąć tego, że w końcu zacznie wysuwać się na prowadzenie i - co za tym idzie - ciągnąć. Oznacza to, że wkroczyliście na drugi etap nauki. Co robić?
Macie dwie możliwości, w zależności od tego, co zrobi pies. Jeśli <zgubiłam słowo> napręży <niech będzie> smycz - przystajecie, odczekujecie chwilę i ruszacie. Gdyby znowu to zrobił - powtórzcie to. Musicie być konsekwentni, nawet jeśli będzie to oznaczało bezustanne zatrzymywanie się.
Natomiast jeśli pies pociągnie - raptownie skręcacie i idziecie w przeciwnym kierunku, równocześnie nawołując pupila (możecie dodać polecenie Chodź). Musi was posłuchać, nie ma wyjścia: nawet jeśli na początku będzie stawiał opór, w końcu podda się i ruszy za wami. Gdy znajdzie się przy was, pochwalcie go i zmieńcie kierunek na właściwy. Uwaga, nie nagradzajcie psa smakołykiem. Co sprytniejsze czworonogi mogą skojarzyć sobie, że zostały nagrodzone za pociągnięcie i podążenie za właścicielem. I zaczną ciągnąć po to, by następnie skręcić za wami i dostać przysmak. Nagrodą w tym przypadku ma być zmiana kierunku na właściwy.

4. Smak za idealność
Etap trzeci.
W pewnym momencie przestańcie nagradzać przypadkowe pozycje psa blisko was i od tej pory podawajcie smakołyki tylko wtedy, gdy idzie idealnie. Bardzo przyda wam się kliker, aby zaznaczyć, o co wam dokładnie chodzi.
Idealność dla każdego oznacza coś innego. Zastanówcie się, co rozumiecie poprzez idealne chodzenie na luźnej smyczy - chodzenie przy nodze, nieco z boku, za wami bądź przed wami... Klikajcie i nagradzajcie psa w momencie, gdy zajmie pozycję uważaną przez was za idealną.
Przypominam, że osoby z grupy II łączą etap II z III (a I pomijają) - nagradzają psa, gdy idzie idealnie, gdy napręży smycz - zatrzymują się, gdy pociągnie - robią w tył zwrot. W ramach wynagrodzenia za brak I etapu, nagradzają psa możliwie najczęściej; idealność może u nich przybierać różne formy, a czasem po prostu oznaczać, że pies trzyma się blisko nich.

To tyle.
Wierzę w was! Powodzenia!

Wiem, że piszę strasznie niezrozumiale i chaotycznie (chociaż mam nadzieję, że nie jest aż tak źle). Musicie mi to wybaczyć - kompletnie nie mam wprawy w pisaniu postów-poradników. Gdybyście czegoś nie ogarnęli bądź gdybyście mieli jakieś pytania - walcie śmiało! Jestem do waszych usług. ☺